Rebecca Taylor była posłanką do Parlamentu Europejskiego z ramienia brytyjskich Liberalnych Demokratów w 2013 r., kiedy UE uzgodniła obecne przepisy dotyczące waporyzacji. Peter Beckett, nasz współzałożyciel, był jednym z lobbystów opowiadających się za wapowaniem podczas procesu uzgadniania tych zasad. Jedenaście lat później usiedli wirtualnie, aby porozmawiać o tym, co się wtedy wydarzyło i czego możemy się z tego nauczyć.
Jak to się stało, że w 2013 roku, kiedy rozgrywa się ta historia, zostałeś przypadkowym posłem do PE?
Byłem trzecim kandydatem na liście Liberalnych Demokratów w Yorkshire i Humber w wyborach europejskich w 2009 roku. Pochodzę z Todmorden w hrabstwie West Yorkshire. Zgodnie z oczekiwaniami, tylko pierwsza osoba z naszej listy została wybrana, co odzwierciedlało udział głosów, jaki zwykle otrzymywali LibDems. Tą osobą była Diana Wallace, która była posłem do PE z ramienia LibDem w tym regionie od 1999 roku.
Kilka lat później Diana nagle i niespodziewanie zrezygnowała po nieudanej próbie zostania przewodniczącą Parlamentu Europejskiego. Zgodnie z zasadami wyborczymi dla wyborów PR z zamkniętą listą, Dianę zastąpiłby kandydat z drugiego miejsca na liście. Jednak z różnych powodów kandydat z drugiego miejsca odmówił, więc przypadło to mnie.
Będąc trzecim kandydatem na liście, z której dwa lata wcześniej wybrano tylko pierwszego kandydata, oczywiście nie spodziewałem się, że zostanę posłem do PE w tym momencie. Po trzech miesiącach zacząłem nową pracę, która bardzo mi się podobała. Mój ówczesny szef twierdzi, że do dziś jestem rekordzistą, jeśli chodzi o najbardziej oryginalny powód rezygnacji, jaki kiedykolwiek słyszał!
Ale czy w swojej dotychczasowej karierze – i od tamtej pory – zawsze interesowałeś się kwestiami zdrowia publicznego?
Pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku pracowałem w Brukseli dla kilku farmaceutycznych stowarzyszeń handlowych, dla PGEU – organizacji farmaceutycznej Wspólnoty Europejskiej oraz dla agencji PR Fleishman Hillard, gdzie zajmowałem się głównie klientami z sektora ochrony zdrowia. Zajmowałem się więc głównie zdrowiem publicznym i polityką zdrowotną. Chociaż muszę przyznać, że redukcja szkód wyrządzonych przez tytoń i rzucanie palenia nie były tak naprawdę ważnymi tematami w mojej karierze. Rzucanie palenia było usługą oferowaną przez farmaceutów w wielu krajach europejskich, wraz z innymi usługami, takimi jak leczenie cukrzycy i nadciśnienia, ale tak naprawdę nie pracowałem nad tym. Następnie w 2009 roku wróciłem do Wielkiej Brytanii i najpierw pracowałem nad reformą służby zdrowia w NHS, zanim przeniosłem się do International Longevity Centre UK, think-tanku, a następnie dołączyłem do zespołu ds. zdrowia w Hanover Communications w listopadzie 2011 roku. Rozpocząłem również studia magisterskie w niepełnym wymiarze godzin w zakresie zdrowia publicznego. Następnie w ciągu kilku tygodni na początku 2012 roku nagle zostałem posłem do Parlamentu Europejskiego.
Było więc dla mnie naturalne, że chciałem skupić się na zdrowiu, kiedy dostałem się do Parlamentu, i udało mi się zamienić komisje z innym posłem Lib Dem, dzięki czemu mogłem dostać się do komisji ENVI. I w ten sposób skończyłem pracując nad TPD.
Jakie było Twoje pierwsze wrażenie na temat wapowania? Jak dowiedziałeś się, że istnieje kwestia polityczna, którą należy się zająć?
Po tym, jak Komisja opublikowała swoją propozycję, często kontaktowali się ze mną wyborcy z Yorkshire i Humber. Była to seria niepowiązanych ze sobą osób, którym udało się rzucić palenie poprzez przejście na wapowanie i martwiły się, co dyrektywa może zrobić z produktem, który ostatecznie pomógł im rzucić palenie. Nie wiedząc zbyt wiele o wapowaniu/e-papierosach, zdałem sobie sprawę, że muszę się doinformować, więc zleciłem jednemu z moich badaczy zebranie lektur z różnych źródeł o różnych poglądach. Mój instynkt na początku był taki, że nie sądzę, aby regulacja leków – którą początkowo zaproponowała Komisja – była właściwą drogą. Miałem wrażenie, że Komisja dokonała szybkiego kopiuj-wklej z istniejącego prawodawstwa farmaceutycznego, aby mieć coś do umieszczenia w dyrektywie TPD. Od tego momentu stałem się swego rodzaju orędownikiem redukcji szkód wyrządzanych przez tytoń.
Wiem, że niektórzy uważają, że propozycja Komisji była spiskiem big pharma. Ale z tego, co widziałem, nie było to na radarze przemysłu farmaceutycznego, przynajmniej nie od strony etycznej (leki na receptę). Nie w tym momencie.
Mylisz się co do tego. Tuż przed tym, jak sam się zaangażowałem, Johnson & Johnson przeprowadził ze mną rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko w zespole ds. public affairs. Skupiłem się na dyrektywie tytoniowej, a oni byli bardzo, bardzo zainteresowani produkcją leków vape.
Nikt, kogo znałem, nie pracował nad tym, ale nie pracowałem z osobami zajmującymi się zdrowiem konsumentów. Większość osób z branży farmaceutycznej, z którymi miałem do czynienia, koncentrowała się na kluczowych obszarach terapii, takich jak onkologia, choroby układu krążenia itp. i nie zajmowała się kontrolą tytoniu.
Myślę, że Komisja nadal była nieco leniwa, wykorzystując przepisy farmaceutyczne, ponieważ nikotynowa terapia zastępcza, taka jak guma i plastry, oraz vaping to naprawdę nie to samo. Nie działają w ten sam sposób. Gdybyś usiadł i zastanowił się nad tym przez kilka godzin, zrozumiałbyś, jak bardzo się różnią. Produkty NRT są dostarczane w jednostkowej dawce, np. plastry z 21 mg nikotyny, bez możliwości dostosowania ich przez konsumenta. Jednorazowe e-papierosy składają się z urządzenia wielokrotnego użytku, które konsument może modyfikować zgodnie ze swoimi preferencjami, wraz z oddzielnym płynem zawierającym nikotynę dostępnym w różnych mocach i smakach. Ludzie, którzy przestawili się z palenia na wapowanie, polubili również wapowanie, a w Internecie powstały społeczności waperów; nigdy nie słyszałem o tym w przypadku produktów NRT.
W jaki sposób kwestia ta zyskała na znaczeniu w Twoim biurze?
Jak wspomniano wcześniej, po prostu osoby prywatne kontaktowały się ze mną, wyrażając swoje obawy i prosząc mnie o pomoc. W tamtym czasie nie było zorganizowanej kampanii konsumenckiej, ponieważ organizacje konsumenckie jeszcze nie istniały. E-maile, które otrzymywałem, nie były identyczne, ale wszystkie mówiły w zasadzie to samo: „Paliłem przez długi czas. Chciałem rzucić palenie. Próbowałem i zawiodłem wiele razy, aż natknąłem się na e-papierosy, przeszedłem na wapowanie i rzuciłem palenie na dobre”. Ich prośba była prosta: „proszę, nie odbieraj mi tego produktu”. Obawiali się, że produkt, który ich zdaniem uchronił ich przed paleniem przez całe życie i związanymi z tym problemami zdrowotnymi, przestanie istnieć, a oni zostaną zmuszeni do powrotu do palenia. I to była w zasadzie cała historia.
Byli – i nadal są – ludzie, którzy próbują twierdzić, że od początku była to wielka kampania astroturfingowa. Mogę powiedzieć bez zastrzeżeń, że absolutnie tak nie było.
Z pewnością nie byli to zorganizowani konsumenci. Próbowałem zorganizować ich wszystkich i to był koszmar! Jedną rzeczą, której nigdy nie rozumiałem – i w rzeczywistości nadal nie rozumiem – jest to, dlaczego wielu interesariuszy zajmujących się zdrowiem publicznym nie chce zaangażować się w redukcję szkód.
Jeden ze starszych działaczy na rzecz kontroli tytoniu, którego spotkałem, powiedział mi, że bardzo, bardzo martwi się o Światową Organizację Zdrowia. Obawiali się, że jeśli przepisy nie będą wystarczająco surowe, WHO spróbuje zakazać e-papierosów, czego desperacko chcieli uniknąć, widząc, jak vaping może działać jako droga do rzucenia palenia. Skończyło się więc na domyślnym poparciu dla regulacji dotyczących leków.
Byłem bardzo rozczarowany, że posłanka prowadząca ten proces – Linda McAvan – po prostu odmówiła wysłuchania argumentów. Jak wyglądały twoje interakcje z nią?
Rozmawiała z ludźmi ze społeczności zajmującej się zdrowiem publicznym, którzy byli naprawdę przekonani, że regulacja leków jest właściwą drogą. Należy pamiętać, że niektóre z osób, z którymi rozmawiała Linda, doświadczyły wielu lat zaciekłego, często podstępnego lobbingu przemysłu tytoniowego i zostały na przykład spalone przez cały epizod z niską zawartością smoły. Dlatego też bardzo obawiali się, że zostaną ponownie wydymani. Warto również pamiętać, że co najmniej trzy brukselskie organizacje pozarządowe zajmujące się zdrowiem publicznym miały włamania do swoich biur, a złodzieje ukradli niewiele wartościowych rzeczy, więc wszyscy byli zdenerwowani.
Na początku mogę zrozumieć, dlaczego zwolennicy zdrowia publicznego, a w szczególności kontroli tytoniu, patrzyli na vaping i myśleli: „to wygląda trochę jak palenie, a my próbujemy pozbyć się palenia, to może nas cofnąć”. Ale gdy dowiedzieliśmy się więcej, stało się to mniej wiarygodne.
Myślę, że wiele osób naprawdę uwierzyło w argument bramy: jeśli nie uregulują e-papierosów naprawdę ściśle, wiele osób zacznie wapować, co doprowadzi ich do rozpoczęcia palenia, a oni to umożliwią. Myślę, że naprawdę w to wierzyli. Ale dla mnie stało się bardzo jasne, że od palenia do wapowania była tylko furtka, a nie odwrotnie. Kiedy spotkałem się z Brytyjską Agencją Leków (MHRA), główny urzędnik powiedział nawet, że „brama jest w jedną stronę”.
Ci z nas, którzy zajmują się tym zawodowo, zawsze są obrzucani wyzwiskami typu „wszyscy jesteście tylko wielkim tytoniem”. Czy jest to coś, co postrzegasz jako próbę uciszenia ludzi, którzy skontaktowali się z Tobą organicznie?
Mnie osobiście nigdy się to nie zdarzyło. Pamiętam, że kiedy mapowanie interesariuszy PMI wyciekło do prasy, zostałem oznaczony jako „wrogi”, więc byłem z tego całkiem zadowolony.
Czysta niekompetencja PMI podczas tego całego epizodu była czymś, co można było zobaczyć. To tyle, jeśli chodzi o ich lobbystów, którzy są „mistrzami ciemnych sztuk”…
No właśnie. Ale było wiele lobbingu proxy dla przemysłu tytoniowego, chociaż koncentrował się on na kontroli tytoniu, a nie na wapowaniu. Pamiętam spotkanie z przedstawicielem organizacji branżowej, która reprezentowała firmy z wielu sektorów, w zdecydowanej większości niezwiązanych z tytoniem, a ich narracja i pytania były w 100% zgodne z przemysłem tytoniowym. Byłem bardzo rozczarowany, ponieważ miałem nadzieję usłyszeć inne perspektywy.
Rozumiem jednak trudności, z jakimi borykają się konsumenci, chcąc, by ich głos został usłyszany. W końcu skuteczne rzecznictwo kosztuje, a fundusze mogą być trudne do zdobycia. Małe grupy pacjentów mogą mieć trudności z finansowaniem swojej pracy na pierwszej linii, takiej jak wsparcie pacjentów, nie mówiąc już o działaniach rzeczniczych. Większe grupy pacjentów i organizacje charytatywne zajmujące się zdrowiem mogą polegać na zespołach profesjonalnych fundraiserów, ale mniejsze grupy pacjentów mogą uznać, że fundusze, które mogą najłatwiej uzyskać, to nieograniczone dotacje z przemysłu farmaceutycznego. A jeśli jest to zrobione prawidłowo – zarządzałem tego rodzaju programami jako konsultant – z przejrzystym finansowaniem i jasnymi zabezpieczeniami dotyczącymi niezależności, np. bez wkładu przemysłu w treść, wówczas można podjąć cenną pracę.
Jednak nawet przy wysokim poziomie przejrzystości i zabezpieczeń, te organizacje charytatywne nadal mogą być krytykowane. Moje pytanie do krytyków brzmi więc: gdzie jeszcze mogą znaleźć fundusze? Finansowanie publiczne jest coraz trudniejsze do zdobycia i aby odnieść sukces, potrzebni są ludzie, którzy są ekspertami w składaniu wniosków o dotacje. Kiedy pracowałem nad programami wspieranymi przez przemysł farmaceutyczny dla grup pacjentów, miały one na celu pomóc grupie pacjentów w pełniejszym zaangażowaniu się w decydentów politycznych i przekazaniu ich wiadomości, nawet jeśli niekoniecznie pomagało to firmom farmaceutycznym, i to jest w porządku. Pamiętam, jak jeden z przedstawicieli branży farmaceutycznej powiedział mi: „Wiesz, że w raporcie nie ma naszych poglądów”. Tak to powinno działać.
