Skip to content Skip to footer
Derek Yach goes on the attack

Argument płaskiej Ziemi: Derek Yach o WHO, Bloombergu i świecie wolnym od dymu tytoniowego

W drugiej części tej rozmowy Peter Beckett rozmawia z dr Derekiem Yachem, byłym szefem ds. kontroli tytoniu w Światowej Organizacji Zdrowia i założycielem Foundation for a Smoke-Free World. Omawiają moment, w którym jego myślenie odbiegało od głównego nurtu narracji kontroli tytoniu, dowody ze Szwecji i snusu, wzrost popularności vapingu i podgrzewanego tytoniu, politykę wokół WHO i aktywizmu finansowanego przez Bloomberga oraz dlaczego uważa, że redukcja szkód i szczepionki są dwoma największymi niedostatecznie wykorzystywanymi narzędziami w globalnym zdrowiu publicznym.


Ostatnim razem, gdy rozmawialiśmy, omówiliśmy Twoje wczesne życie, WHO i czas, który tam spędziłeś. Tym razem chciałbym przyjrzeć się nieco punktowi, w którym Twoje myślenie odbiegło od tego, co pozostaje dominującą narracją dotyczącą kontroli tytoniu – a mianowicie, że celem jest koniec nikotyny, a nie koniec szkód związanych z nikotyną. Czy był taki moment, w którym pomyślał Pan, „Cholera, to idzie w złym kierunku i muszę podjąć decyzję, czy chcę to znosić”?

Tak. Myślę, że były dwa punkty, które dzieliła dekada. W 2005 roku opuściłem WHO i wygłaszałem swój pierwszy wykład na spotkaniu SRNT w Pradze, zastanawiając się nad postępem. To było dwadzieścia lat temu. Wygłosiłem wtedy przemówienie – zostało ono napisane w Tobacco Control (z którego po latach zostałem wykluczony).

Kluczowe obawy, które wówczas podniosłem, były następujące: po pierwsze, do ruchu na rzecz kontroli tytoniu wkradło się samozadowolenie; a po drugie, zaczęły pojawiać się nowe produkty. Było to dwadzieścia lat temu i musieliśmy trzymać rękę na pulsie i oddzielić sposób, w jaki myśleliśmy o nikotynie – która nie była problemem – od tytoniu, który był problemem. W tamtym czasie było to interesujące.

Następnie w 2015 roku zostałem poproszony przez The Spectator, dość konserwatywny brytyjski magazyn, o napisanie artykułu na temat tego, czego nam brakuje w kontroli tytoniu i co dzieje się z vapes. Po raz pierwszy od dekady wróciłem do tematu i zobaczyłem, co dzieje się w Europie. Wróciłem do danych dotyczących snusu i zdałem sobie sprawę, mea culpa, że siedziałem w WHO lata wcześniej, kiedy ludzie prezentowali szwedzkie dane z lat 70-tych, 80-tych i 90-tych! Uznaliśmy to za sztuczkę przemysłu.

Dane te mówiły nam, że Szwecja ma najniższe wskaźniki zachorowań na raka w Europie. Wskaźniki palenia wśród mężczyzn drastycznie spadły na przestrzeni dziesięcioleci, podczas gdy palenie wśród kobiet wzrosło, ponieważ nie używały one snusu. Korzyści netto, jakie odnotowywała Szwecja, wskazywały, że kraj ten miał prawdopodobnie jedne z najlepszych wyników zdrowotnych w Europie, w dużej mierze napędzane spadkiem palenia papierosów. W tamtym czasie – podobnie jak dziś – Szwecja miała wyłączenie zezwalające na używanie snusu, podczas gdy reszta UE go zakazała. Lars Ramstam był osobą, która próbowała przekonać WHO do poważnego zbadania dowodów dotyczących snusu. Dziś ma 90 lat.

Zdałem sobie sprawę, że podczas gdy snus zmniejsza liczbę zachorowań na raka w porównaniu z paleniem, vape może być jeszcze bardziej skuteczny, potencjalnie bez żadnego tytoniu. Napisałem więc artykuł, w którym stwierdziłem, że nadszedł czas redukcji szkód. Nie myślałem o tym zbyt wiele, ale ostatecznie był to najczęściej pobierany artykuł w Spectator Health. Doprowadziło to do telefonu z biura dyrektora generalnego PMI – Andre Catzanopolousa – z propozycją rozmowy.

Więc stary wróg wyciągnął rękę…

Rozmawialiśmy przez prawie półtora roku. Nalegał, bym zobaczył laboratoria badawcze. Nie miałem pojęcia, czym jest IQOS, dopiero co został wprowadzony na rynek japoński. Poszedłem kilka razy, zanurzając się w zrozumieniu, dlaczego odniósł tam sukces. Byłem zdumiony jakością badań.

Sprowadziłem ciężkich biologów molekularnych i chemików analitycznych, aby zinterpretowali wyniki, a oni powiedzieli: „To jest prawdziwa okazja”. Ci ludzie poważnie konstruowali produkt przyszłości, który wyeliminowałby zagrożenia.

W tym czasie Bonnie Herzog, pracująca wówczas w Wells Fargo, napisała proroczy artykuł, w którym stwierdziła, że w ciągu dekady produkty te będą prawdopodobnie głównym źródłem przychodów PMI. To naprawdę mnie w to wciągnęło. Dało mi to, jako osobie zajmującej się zdrowiem publicznym, szansę wywarcia największego wpływu na jakikolwiek problem zdrowia publicznego, wykraczający poza szczepionki. Zawsze interesowałem się dużymi wyzwaniami epidemiologicznymi i nie było wątpliwości, że to jest właściwy kierunek.

Kiedy powiedziałem moim kolegom z WHO, że uruchamiamy Fundację na rzecz Świata Wolnego od Dymu (która była finansowana przez Phillip Morris International), usłyszałem od bardzo wysokich rangą osób: „Rozumiemy twoje uzasadnienie. Nie będziemy cię ścigać, ale nie możemy cię wspierać, biorąc pod uwagę powiązania”.

Tak się jednak nie stało. Bloomberg wszedł na pokład, przeznaczając 20 milionów dolarów na walkę z nałogiem, a następnie miliard, finansując kampanie na całym świecie za pośrednictwem grup takich jak Campaign for Tobacco-Free Kids. Otrzymałem coś, co mogę opisać jedynie jako fatwę wydaną przez zarząd WHO. Listy do dziekanów szkół zdrowia publicznego wyraźnie mówiły ludziom, aby ze mną nie współpracowali, twierdząc, że podważy to zdrowie publiczne. Z biegiem czasu część z tego została wycofana, ponieważ ludzie zdali sobie sprawę, że jest to akademickie, niedemokratyczne i obrzydliwe, ale ziarno zostało zasiane: sprzeciwiaj się i nie angażuj . W ciągu dekady sytuacja stała się jeszcze bardziej spolaryzowana, nawet gdy dane stały się potężniejsze i bardziej przekonujące: moje najnowsze szacunki mówią mi, że możemy uratować do 100 milionów istnień ludzkich do 2060 roku, jeśli świat przyjmie redukcję szkód.

Ta „fatwa”, gdyby miała miejsce w jakiejkolwiek innej dziedzinie, byłaby skandalem. I to są ludzie, z którymi pracowałeś przez dziesięciolecia i których uważałeś za przyjaciół?

Zatrudniłem wielu z nich, gdy byłem w WHO!

Nie rozumiem psychologii tego zjawiska. Zajmuję się tym od trzynastu lat, od strony lobbingu i regulacji, i nie potrafię wczuć się w sytuację drugiej strony. Co oni sobie wmawiają?

Ciągle o tym myślę, ponieważ, jak mówiliśmy wcześniej, strategiczną zmianą, której dokonaliśmy w WHO, było unikanie atakowania palaczy, a raczej demonizowanie branży. To była ważna decyzja strategiczna. Oznaczało to, że zasiadałem w komitetach, w których podejmowano decyzje o niedopuszczeniu badaczy, którzy otrzymywali pieniądze od tytoniu, do funduszy publicznych. Jako pierwsza zrobiła to organizacja Cancer Research UK, a ja zasiadałem w jej zarządzie i zgodziłem się na to.

Nasz argument był bardzo prosty i opierał się na jednym stwierdzeniu: istnieje niemożliwa do pogodzenia różnica między celami zdrowia publicznego a kontrolą tytoniu. To jest linia używana do uzasadnienia zakazów i wszystkiego innego. Linia ta była prawdziwa jeszcze dwadzieścia lat temu. Gdy nowe produkty zaczęły wykazywać skuteczność, korzyści i ograniczenia, stało się dla mnie bardzo jasne, że musimy zrewidować tę linię, która jest całkowicie w porządku w nauce, badaniach i polityce.

Należy jednak pamiętać, że WHO i znaczna część zdrowia publicznego była bardzo przesiąknięta ogólną nieufnością wobec przemysłu, sięgającą nie do wojen tytoniowych, ale do klęsk związanych z mieszankami dla niemowląt i bojkotu Nestlé w latach osiemdziesiątych. Wielu z tych samych ludzi rozszerzyło następnie swoją działalność na tytoń i alkohol, a wielu nawet na farmację. Dziś są oni zatwardziałą grupą skrajnie lewicowych ludzi zajmujących się zdrowiem publicznym.

Kierownictwo zdrowia publicznego dorastało w erze późnych lat dziewięćdziesiątych i tak dalej, gdzie bycie ogólnie anty-przemysłowym było bardziej normą niż wyjątkiem. Kierowałem pracami nad jedynym dochodzeniem ONZ w sprawie przemysłu tytoniowego, które zostało przeprowadzone przez WHO i wykazało bardzo głębokie, długotrwałe wysiłki mające na celu obalenie polityki publicznej.

Powiedziałbym, że jeśli chcesz wczuć się w ich sposób myślenia, są oni prawie bliscy ludziom typu płaskiej ziemi, którym należy zadać pytanie: „Jakie dowody musisz mieć, aby wiedzieć, że nie żyjemy na płaskiej Ziemi?”.

W tym samym czasie kierownictwo ds. kontroli tytoniu przestało koncentrować się na raku, chorobach układu krążenia, kwestiach zdrowotnych osób dorosłych i sposobach radzenia sobie z nimi oraz rzeczywistej potrzebie ratowania życia, a skupiło się na wzniosłych celach politycznych, w których czują się bardziej komfortowo w obszarach podatków, polityki marketingowej i restrykcyjnego dostępu. I zapomnieli, że ostatecznie chodzi nam również o próbę nakłonienia indywidualnych palaczy do rzucenia palenia lub zmiany, a indywidualny palacz został w tym procesie zdemonizowany.

Fundacja Smoke-Free World, a teraz Global Action, którą opuściłeś, wydaje się być w stanie terminalnego upadku. Dlaczego wydaje się, że coś nie poszło dobrze w tym projekcie? I czego możemy się z niego nauczyć? Czy został on zduszony przez nieco dziwną kulturę korporacyjną PMI? Co się stało? Czego możemy się z niego nauczyć?

Z mojego osobistego doświadczenia wynika, że PMI nigdy nas nie dusiło. To była bardzo otwarta relacja w sposobie, w jaki zbudowaliśmy Fundację. W momencie jej powstania zarząd był całkowicie niezależny od PMI. Nie było z nimi żadnych powiązań. Nasze twierdzenia o niezależności były szczere i prawdziwe. Początkowy zarząd był w rzeczywistości bardzo skoncentrowany na kwestiach zarządzania prawnego, aby upewnić się, że jest niezależny.

Myślę jednak, że wszyscy nie doceniliśmy głośnej, niewiarygodnej ilości pieniędzy, które [Michael] Bloomberg zamierzał przeznaczyć na upewnienie się, że to nie zadziała, ponieważ postrzegali to jako egzystencjalne zagrożenie dla całego przedsięwzięcia. Czy mogliśmy to przewidzieć? Myślę, że mogliśmy to przewidzieć, ale nie wiem, czy kiedykolwiek istniał przykład miliardera przeznaczającego pieniądze na uniwersytety, aby prowadzić kampanie powstrzymujące i demonizować wszystkich z nimi związanych, a także przeznaczać setki milionów dolarów na media na całym świecie, często nieznane opinii publicznej, finansując naukowców z każdej części świata, aby faktycznie ścigali wszystko, co było wspierane przez Fundację.

Myślę więc, że pod wieloma względami można powiedzieć, że pomimo tego wszystkiego, z pewnością w latach, w których tam byłem, byliśmy w stanie wspierać bardzo dobrych grantobiorców. Ale z pewnością mogę powiedzieć, i wiesz, nie mam żadnych powiązań ani powodów, by wspierać PMI, że pierwotna wizja, jak sądzę, była rozsądna. Musieliśmy finansować podmioty prowadzące niezależne badania nad redukcją szkód, szczególnie w krajach trzeciego świata. Pozostaje to naszym priorytetem.

Ale jeśli jesteś nieustannie atakowany, oczerniany, czy cokolwiek innego, prawdopodobnie musisz myśleć, czy są inne sposoby, aby to zrobić? Mam nadzieję, że znajdą się inne sposoby, w których fundatorzy, niezależnie od tego, czy jest to przemysł, czy nie, będą faktycznie wspierać tę wizję. Nadal mamy ogromną lukę w możliwościach badawczych w krajach o najwyższych wskaźnikach palenia w porównaniu z USA, Wielką Brytanią, Nową Zelandią. Pamiętajmy, że wskaźniki palenia, z którymi mamy do czynienia w niektórych częściach świata, przekraczają sześćdziesiąt procent wśród mężczyzn w Indonezji, pięćdziesiąt procent w Chinach, czterdzieści procent w wielu częściach Europy Wschodniej i Środkowej. Mówimy więc o wskaźnikach palenia i poziomach, które ostatnio obserwowano w Wielkiej Brytanii sześćdziesiąt lat temu i myślimy, że będziemy w stanie nagle sprawić, że to zniknie.

Jedynym sposobem na wyeliminowanie tego problemu jest wykorzystanie możliwości produktów redukcji szkód, które przecinają to wszystko i faktycznie oddają marketing, dostawę i absorpcję w ręce sił rynkowych, a nie rządu.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment

Zapisz się do newslettera

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać nowe posty na blogu
, porady i zdjęcia.

EU vape tax? See your cost.

X