David Zaruk (znany również jako Risk Monger) jest specjalistą UE ds. ryzyka i komunikacji naukowej od 2000 r., aktywnym w wydarzeniach politycznych UE, od REACH i SCALE po dyrektywę w sprawie pestycydów. Jest redaktorem Firebreak. Niedawno opublikował dochodzenie w sprawie nadmiernego wpływu Michaela Bloomberga na politykę kontroli tytoniu.
Tak więc bardzo podobało nam się – i rzeczywiście relacjonowaliśmy – twoje dochodzenie w sprawie tego, jak Mike Bloomberg finansuje globalny ruch kontroli tytoniu. Jak się tym zainteresowałeś?
Cała sfera redukcji szkód wyrządzonych przez tytoń ma do czynienia z dość dużym wpływem jednej konkretnej osoby, Michaela Bloomberga. Wydał on 1,6 miliarda dolarów na walkę z ograniczaniem szkodliwości tytoniu. A jeśli zaczniesz mapować, co dokładnie z tym zrobił, to naprawdę fascynująca lista organizacji, z których większość została stworzona przez niego. Wszystkie one zajmują się tym, co interesuje Michaela Bloomberga i niczym innym.
Następnie przeplata wszystkie te organizacje, a każdy musi pozostać na tym samym hymnie, jeśli chce nadal otrzymywać wynagrodzenie. Zaczyna od Bloomberg Family Foundation, która jest częścią Bloomberg Philanthropies. W przypadku redukcji szkód wyrządzanych przez tytoń, finansują oni Bloomberg Initiative to Reduce Tobacco Use, jedną z organizacji. Ta z kolei finansuje Campaign for Tobacco-Free Kids, która z kolei finansuje Global Health Advocacy Incubator GHAI.) Następnie GHAI przyznaje dotacje wielu różnym organizacjom.
W rezultacie wygląda na to, że cały ekosystem społeczeństwa obywatelskiego jest przeciwny ograniczaniu szkodliwości tytoniu. W rzeczywistości jednak wszystko to sprowadza się do Michaela Bloomberga i jego osobistych poglądów. Jeśli podążymy za pieniędzmi tam, gdzie się zaczęły – od Fundacji Bloomberga – i zrozumiemy, że każda z tych warstw grup rzeczniczych pobiera prowizję za zarządzanie funduszami, zaczniemy rozumieć, jak to się dzieje, że istnieje iluzja „szerokiej” koalicji.
Więc wygląda to mniej jak filantropia, a bardziej jak umowa handlowa?
To jeszcze bardziej prymitywne. Jeśli wydajesz 200 milionów dolarów na kampanię, czym jest kilka milionów między nami, aby zapłacić pensje najlepszych dyrektorów w organizacji? Większość dyrektorów, dla których mogłem znaleźć formularze IRS 990, które są amerykańską deklaracją podatkową dla organizacji non-profit, otrzymuje średnio 25 000 USD miesięcznie. Wynagrodzenie niektórych z nich przekracza 350 000 USD rocznie.
Jeśli pracujesz w organizacji pozarządowej i dostajesz 25 000 dolarów miesięcznie, to nie są to złe pieniądze. Zabawnie jest widzieć, jak ludzie prowadzą kampanię przeciwko politykom, którzy nie otrzymują takiej kwoty i mówią o marnotrawstwie. Dotyczy to Kampanii na rzecz Dzieci Wolnych od Tytoniu, a facet z Vital Strategies zarabia ponad 600 000 dolarów.
Ale ci faceci nie mają nic do powiedzenia na temat wiadomości?
Inną rzeczą, którą Bloomberg robi dość często, jest chodzenie i upewnianie się, że zostanie doceniony, gdy jego filantropia uruchomi nową inicjatywę. Oczywiście chwali swoje tytuły. Wzdrygamy się, gdy robi to Donald Trump. Ale Michael Bloomberg oczywiście powie ci, że jest ambasadorem WHO. Jest ambasadorem ds. klimatu. Wydaje się, że potrzebuje poczucia legitymizacji na arenie światowej. Więc to kupuje.
Ale robi też rzeczy, które są dość złośliwe i wcale nie są przejrzyste ani etyczne, na przykład tworzy grupy, które mają nazwy i działają jak organizacje pozarządowe, ale nie istnieją. Na przykład Tobacco Control Research Group. Była ona jedną z organizacji zaakceptowanych podczas COP 11 w Genewie w sprawie Ramowej Konwencji o Ograniczeniu Użycia Tytoniu. Ale nie istnieje jako podmiot. Tak więc, choć procedury COP 11 są rzekomo rygorystyczne, jeśli chodzi o to, kto może, a kto nie może uczestniczyć, jeśli Michael Bloomberg mówi, że ta grupa istnieje, to ona istnieje.
Zasadniczo Bloomberg przekazuje pieniądze Uniwersytetowi w Bath, a Uniwersytet w Bath płaci swoim badaczom. Ale kiedy działają na zewnątrz, działają jako przedstawiciele tej nieistniejącej grupy. Dlaczego jest to trochę nieszczere? Cóż, ponieważ jeśli kiedykolwiek chcielibyśmy wiedzieć, ile pieniędzy przekazano tym grupom lub czy istnieją jakiekolwiek konflikty interesów, możemy dowiedzieć się tylko, że są to naukowcy z University of Bath. Nie wiemy nic więcej. To samo zrobił również z Beyond Plastics, fantomową organizacją pozarządową prowadzoną z maleńkiego Bennington College.
Tak więc duża część twojej pracy to krytyka zasady ostrożności, która jest często przywoływana, gdy UE reguluje bezpieczniejsze produkty nikotynowe. Czym jest zasada ostrożności i dlaczego według Ciebie jest tak wadliwa?
Istnieje wiele definicji tego pojęcia. Ta używana obecnie w Komisji Europejskiej – i ta, która jest najbardziej niebezpieczna – została zapoczątkowana przez Davida Gee, gdy był on w Europejskim Biurze Ochrony Środowiska. Zasadniczo odwraca ona ciężar dowodu, co oznacza, że jeśli nie możesz z całą pewnością udowodnić, że coś jest całkowicie bezpieczne, nie możesz wprowadzić tego na rynek.
Wydaje się to w porządku, dopóki nie pomyślisz, co jest bezpieczne? Bezpieczne dla ciebie może nie być bezpieczne dla kogoś innego. Naukowiec nigdy nie używa słowa „bezpieczny”, ponieważ nawet woda, technicznie rzecz biorąc, nie jest bezpieczna. Ostrożność w tym kontekście nie jest zarządzaniem ryzykiem. To zarządzanie niepewnością.
Inną definicją, która może być nieco bardziej sensowna, jest tak zwana definicja Brundtland, która pochodzi ze Szczytu Ziemi w Rio w 1992 roku i jest znana jako potrójny negatyw.
Zasadniczo mówi „tylko dlatego, że nie jesteś pewien, nie jest to powód do opóźniania podjęcia działań”. W tamtym czasie pojawiła się kwestia zmian klimatycznych. Nie było pewności, czy emisje CO2 są powiązane ze zmianami klimatu. Ale katastrofalne ryzyko, przed którym stanął świat, wystarczyło, aby podjąć decyzję o podjęciu środków ostrożności w odniesieniu do paliw kopalnych pomimo braku pewności.
Teraz można zastosować tę definicję w odwrotnej kolejności do czegoś takiego jak wapowanie. Nawet jeśli nie masz 100% pewności co do bezpieczeństwa niektórych składników lub mechanizmów stosowanych w wapowaniu, biorąc pod uwagę znane szkody związane z tytoniem, niewiadome dotyczące wapowania nie stanowią powodu, aby go zakazać, biorąc pod uwagę alternatywę. Natomiast definicja Komisji Europejskiej mówi, że ponieważ nie możemy być w 100% pewni, że wapowanie jest bezpieczne, nie możemy dopuścić go na rynek.
Istnieje więc napięcie między definicją Komisji a definicją Brundtland. Jak to wygląda w praktyce?
Toksykolodzy zawsze powtarzają, że dawka czyni truciznę. Jedna aspiryna może przynieść wiele dobrego, ale 100 już nie. Na tej podstawie można opracować podstawową strategię zarządzania ryzykiem. Działa to w przypadku chemików i chemii. Nie sprawdza się w innych dziedzinach nauki, takich jak biologia, gdzie przyjmuje się podejście oparte na zagrożeniach, w którym poziomy ekspozycji nie są brane pod uwagę. Podejście oparte na zagrożeniach po prostu wraca do definicji ostrożności Davida Gee, a najlepszym przykładem, jak sądzę, była dyrektywa w sprawie zrównoważonego stosowania pestycydów, która mówiła, że jeśli nie możesz udowodnić, że coś jest bezpieczne z całą pewnością, musisz wycofać pestycyd z rynku.
Dlatego teraz systematycznie usuwamy produkty z rynku. Żadne nowe pestycydy nie wchodzą na rynek, a rolnicy tracą cenne narzędzia. A potem sprawa stała się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy Komisja powiedziała: „przy okazji, musicie również udowodnić, że nie jest to substancja zaburzająca gospodarkę hormonalną” [substancja chemiczna, która naśladuje hormony endokrynologiczne]. Cóż, kawa jest substancją zaburzającą gospodarkę hormonalną. W rzeczywistości samo zdefiniowanie substancji zaburzającej gospodarkę hormonalną jest dość trudne.
Jaki jest tego skutek dla rolników?
Cóż, kończą się narzędzia ochrony upraw. Na rynku nie pojawiają się żadne nowe produkty, a w przypadku większości z nich nie można z całkowitą pewnością udowodnić, że są bezpieczne. Firmy takie jak Corteva, jedna z największych firm agrotechnicznych, oddzielają swoją działalność w zakresie nasion od działalności w zakresie pestycydów. Nie tylko nie ma dla nich przyszłości w pestycydach, ale widzą, że nadchodzą ogromne procesy sądowe finansowane przez aktywistów. Próbują powiązać autyzm z pestycydami, ponieważ, cóż, mamy kogoś w rządzie USA, kto jest bardzo zainteresowany tego typu rzeczami.

