Co sprawia, że finansowani przez Bloomberga aktywiści i naukowcy nie mogą spać po nocach i skłania ich do kłamstwa?
Ostrzeżenie dotyczące zdrowia: Niniejszy artykuł może zawierać informacje, które mogą zostać uznane za obraźliwe dla osób preferujących życie w rzeczywistości zgodnej z ich dogmatycznymi uprzedzeniami.

Wpadająca w panikę koalicja Bloomberga i WHO powoli wmawia nam, że to nikotyna stanowi problem, a nie tytoń. Ich dobrze finansowane kampanie stają się poważną porażką dla zdrowia publicznego, ponieważ osiągnięcia w zakresie ograniczania szkodliwości tytoniu są niwelowane przez zamieszanie dotyczące względnego bezpieczeństwa e-papierosów i saszetek z nikotyną w porównaniu z paleniem tytoniu palnego. Niezależnie od tego, czy marnują miliardy na kiepskie badania, by zafałszować dowody, udają, że ratują ludzkość przed fikcyjnym zagrożeniem, czy też mszczą się na starym wrogu branży, którego nigdy do końca nie pokonano, wydaje się, że naukowcy, którzy narażają swoją reputację i zawód, są wyraźnie czymś przerażeni. Nikotyna skrywa przerażającą tajemnicę, o której nie chcą, by opinia publiczna się dowiedziała, a Michael Bloomberg wydaje się gotów przeznaczyć swój ostatni miliard na kształtowanie narracji na swoją korzyść.
Nauka aktywistyczna
Ponad dziesięć lat temu ukułem termin„nauka aktywistyczna”, aby opisać pojawiające się zjawisko wpływające na badania naukowe w erze cyfrowej. Zamiast gromadzić dowody w celu wyciągnięcia wniosków, naukowiec-aktywista zaczynał od wniosku, a następnie szukał lub fabrykował dowody. Wraz z pojawieniem się precyzyjnych technologii laboratoryjnych naukowcy-aktywiści zyskali możliwość znalezienia dowolnych dowodów, które mogłyby przynieść korzyści kampanii i ich sponsorom reprezentującym szczególne interesy. Dodając do tego wadliwy proces recenzji w czasopismach naukowych, w tysiącach artykułów ogłaszano, że organizmy są bombardowane mikroplastikami, pestycydami, PFAS i innymi substancjami chemicznymi, przeciwko którym grupy aktywistów prowadzą kampanie od wielu pokoleń. Te pseudonaukowe artykuły nie powstawały na potrzeby konferencji naukowych ani w celu rozwoju nauki, lecz z myślą o komunikatach prasowych, szokujących nagłówkach wiadomości, kampaniach organizacji pozarządowych, procesach sądowych i fundatorach z fundacji.

Liczne publikacje oparte na błędnych badaniach przyniosły pewien krótkotrwały sukces. Jak to się mówi: jeśli wystarczająco długo torturuje się dane, przyznają się do wszystkiego. Jednak w dłuższej perspektywie metoda naukowa zwycięży i oddzieli szarlatanów od geniuszy. Do tego czasu jednak, na szybko zmieniającej się arenie politycznej, aktywiści ogłoszą już zwycięstwo i przejdą do kolejnej kampanii strachu.
Podobna strategia aktywistów naukowych została również zastosowana wobec nikotyny, gdzie wyniki badań były fabrykowane specjalnie dla mediów. Podobnie jak w przypadku słabych badań dotyczących zagrożeń dla zdrowia wynikających z biernego palenia, przeprowadzonych pokolenie wcześniej – kto odważyłby się wystąpić i podważyć dowody aktywistów, skoro w tle czai się widmo wielkich koncernów tytoniowych? Te same taktyki oczyszczania zadziałały przeciwko wielkim koncernom naftowym i widmu firmy Monsanto. Czy nikt nie jest gotów stanąć w obronie i podważyć fałszywą naukę, opierając się na faktach i dowodach, w obliczu groźby wygwizdania przez popleczników?
Jednak pomimo istnienia grup interesów fakty i dowody wciąż przetrwają retorykę, a w dłuższej perspektywie – pomijając osobiste korzyści finansowe – jedyne, co osiągną naukowcy-aktywiści, to utrata własnej reputacji.
Ryzyko względne
Wykazano, że strategie ograniczania szkodliwości tytoniu oparte na alternatywnych produktach nikotynowych, takich jak e-papierosy i saszetki nikotynowe, są najskuteczniejszym sposobem na rzucenie palenia. Wielu byłych palaczy, takich jak moja żona, zaakceptowało e-papierosy dopiero wtedy, gdy znaleźli smak, który im odpowiadał. A jednak kampanie Bloomberga i WHO skupiają się na wywieraniu presji na organy regulacyjne, by wprowadzały zakazy stosowania aromatów tylko po to, by uczynić vapowanie mniej atrakcyjnym (i sprawić, by palacze nadal palili, pozostając w gorszym stanie zdrowia). Nikt nie chce jeść posiłku bez smaku, ale nie ma kampanii przeciwko aromatom w żywności, mających na celu zmniejszenie poziomu otyłości. Aktywiści z Bloomberg-WHO twierdzą, że zakazy dotyczące aromatów są konieczne, aby zapobiegać używaniu e-papierosów przez młodzież. Jednak badania wykazały gwałtowny spadek popularności e-papierosów wśród nastolatków (nie z powodu zakazów dotyczących aromatów, ale dzięki tradycyjnym środkom ograniczającym ryzyko).
Ograniczanie szkodliwości tytoniu to podstawowe zarządzanie ryzykiem. Niezależnie od tego, ile badań finansowanych przez miliarderów próbuje wykazać zagrożenia związane z e-papierosami lub saszetkami nikotynowymi, a następnie są one nagłaśniane przez flotę antynikotynowych organizacji pozarządowych wspieranych przez Bloomberga, surowa rzeczywistość jest taka, że e-papierosy są o 95% bezpieczniejsze niż palenie wyrobów tytoniowych przeznaczonych do spalania (a saszetki nikotynowe są jeszcze mniej szkodliwe). Zobacz tabelę IMF poniżej. Czy to oznacza, że e-papierosy i saszetki nikotynowe są w 100% bezpieczne? Nie, ale nic nie jest w 100% bezpieczne, więc naukowcy-aktywiści, którzy próbują szerzyć ten strach, są nieszczerzy (i mają problemy z etyką).

Podpis – Źródło: Nie jest w 100% nieszkodliwe, ale cholernie blisko tego
Zarządzanie ryzykiem polega na ograniczaniu narażenia na zagrożenia. Promowanie rzucania palenia poprzez stosowanie znacznie mniej szkodliwych produktów, takich jak e-papierosy i saszetki nikotynowe, stanowi wyraźny przykład zarządzania ryzykiem. Produkty tytoniowe przeznaczone do spalania są wykładniczo bardziej szkodliwe dla zdrowia ludzkiego niż e-papierosy, co sprawia, że są one rozsądnym rozwiązaniem pozwalającym ograniczyć skutki zdrowotne wynikające z palenia. Próba zaliczenia alternatywnych substancji nikotynowych do produktów tytoniowych (jak to obecnie robi Unia Europejska w ramach nowelizacji dyrektywy w sprawie wyrobów tytoniowych) oznacza, że konsumenci są wprowadzani w błąd i mylą te dwie kategorie, tracąc z oczu wyraźne korzyści płynące ze strategii ograniczania szkodliwości tytoniu. Koalicja Bloomberg-WHO wydaje miliardy na politykę i ideologie, które będą sprzyjać kontynuacji palenia. To szaleństwo podyktowane dogmatami.
A podczas gdy naukowcy-aktywiści próbują podkopywać strategię ograniczania szkodliwości tytoniu, zalewając czasopisma dobrze finansowanymi artykułami typu „pay-to-play”, sugerującymi, że e-papierosy i saszetki z nikotyną nie są w 100% bezpieczne, dane wciąż obnażają ich arogancką ignorancję. Szwecja odrzuciła ideologię antynikotynową Bloomberga i WHO, promując jasną politykę ograniczania szkodliwości (niższe podatki na alternatywne produkty nikotynowe, takie jak snus, zezwolenie na aromaty, otwarte opakowania i przestrzeń handlową, angażowanie się w komunikację dotyczącą ryzyka…) – a wyniki są imponujące. W tym roku Szwecja stała się pierwszym krajem, który osiągnął status kraju wolnego od dymu tytoniowego (poniżej 5% palącej populacji), wyprzedzając o 14 lat cel WHO na rok 2040 (który już jest łagodzony). Jeszcze większym wyzwaniem dla armii aktywistów Bloomberga i WHO jest fakt, że zachorowalność na nowotwory związane z paleniem oraz POChP w Szwecji jest o prawie 60% niższa od średniej europejskiej (i prawdopodobnie będzie nadal spadać).

Reakcja WHO na sukces Szwecji była tragiczna. Kierując się scenariuszem Bloomberga (ponieważ ich program kontroli tytoniu, MPOWER, jest w całości finansowany przez amerykańskiego miliardera), WHO zaprzecza, jakoby wyniki te wynikały ze stosowania snusu lub saszetek z nikotyną, wzywając opinię publiczną, by nie dała się zwieść kampaniom prowadzonym przez przemysł, mającym na celu przedstawienie Szwecji jako wzorca w zakresie ograniczania szkodliwości tytoniu. Twierdzili, że to właśnie wyjątkowa strategia Michaela Bloomberga polegająca na podwyższeniu podatków od wyrobów tytoniowych doprowadziła do spadku palenia, jednak Szwedzi mają najniższe podatki od papierosów w Skandynawii, a żadne z sąsiednich państw nie odnotowuje sukcesu nawet zbliżonego do tego, jaki osiągnęła Szwecja.
Dlaczego ci samozwańczy orędownicy zdrowia publicznego zachowują się tak irracjonalnie w obliczu takich dowodów, otwarcie prowadząc kampanię przeciwko strategiom, które ratują życie i poprawiają jakość życia ludzi? Co gorsza, koalicja Bloomberga i WHO musi zdawać sobie sprawę z tego, jak restrykcyjne polityki regulacyjne, które narzucają rządom, prowadzą do gwałtownego rozkwitu czarnych rynków, przestępczości zorganizowanej oraz nielegalnego, nieuregulowanego przemytu. A mimo to nie ustępują. Co napędza to szaleństwo?
Społeczna konstrukcja uzależnienia
Często powtarzanym motywem w repertuarze koalicji Bloomberg–WHO jest twierdzenie, że nikotyna uzależnia. Wiemy o tym, ponieważ to właśnie ta substancja sprawia, że tytoń uzależnia. Jednak uzależnienie staje się problemem – mówimy o nim jako o problemie – dopiero wtedy, gdy pojawiają się negatywne konsekwencje. Uzależnienie jest konstruktem społecznym. Negatywnymi konsekwencjami są skutki zdrowotne wynikające z palenia wyrobów tytoniowych przeznaczonych do spalania. Uzależnienie od narkotyków, podobnie jak hazard, może zrujnować rodziny i kariery. Alkoholizm ma konsekwencje zdrowotne i społeczne. Uzależnienie staje się problemem, gdy definiują je właśnie te konsekwencje.
Niedawno napisałem artykuł, w którym przyznałem, że jestem jednym z setek milionów ludzi uzależnionych od biegania. Ale czy można to nazwać uzależnieniem, skoro nie widać żadnych negatywnych skutków? Piszę ten artykuł, popijając trzecią filiżankę kawy (i rozważając czwartą). Kofeina bez wątpienia uzależnia, ale czerpię z niej korzyści, zamiast odczuwać ciężar jej skutków. Są uzależnieni od seksu, pracoholicy, miłośnicy muzyki i kompulsywni samarytanie… wszyscy oni, o ile zachowują się odpowiedzialnie, nie wyrządzają krzywdy i w związku z tym nie mieszczą się w społecznie skonstruowanej definicji uzależnienia.
Czy nikotyna bez tytoniu mieści się w definicji uzależnienia o negatywnych skutkach, które należy leczyć, czy też jest to praktyka, która – o ile stosowana w sposób odpowiedzialny – wcale nie stanowi problemu społecznego? Naukowcy-aktywiści finansowani przez fundację Bloomberga pracują nad stworzeniem dowodów wskazujących, że vaping i saszetki nikotynowe mają negatywny wpływ na zdrowie, jednak ryzyko to jest znikome w porównaniu ze szkodliwością dla zdrowia wynikającą z palenia wyrobów tytoniowych. Aktywiści wiedzą, że jeśli nie uda im się znaleźć przekonujących dowodów na negatywne skutki spożywania nikotyny, argument dotyczący uzależnienia straci na sile.
Koalicja Bloomberg-WHO próbowała również przekonywać, że vapowanie stanowi bramę do palenia. Dane tego nie potwierdzają, a logika tego rozumowania jest dość pokręcona. Ludzie lubią korzystać z e-papierosów, ponieważ jest to lepsze niż palenie (chyba że pominąć kwestię aromatów). Jednak logika nie ma tu znaczenia – aktywiści desperacko poszukują negatywnych skutków, aby uzasadnić swoje twierdzenie, że alternatywne produkty nikotynowe są niebezpieczne, a zatem stanowią uzależnienie, które należy zakazać.
Rozpacz
Istnieje jedna negatywna konsekwencja rosnącej popularności e-papierosów i saszetek z nikotyną, która skłoniła koalicję Bloomberga i WHO do wprowadzenia zakazu tych produktów, ale jest to argument, o którym milczą. Jeśli sprzedaż tych produktów będzie nadal dozwolona, da to szansę na przetrwanie wielkim koncernom tytoniowym, które aktywiści od 50 lat starają się wyeliminować. Tymi fanatykami kieruje mściwe oburzenie wobec branży, która ich zdaniem nie ma prawa istnieć. Chociaż takie zachowanie ze strony zainteresowanych stron nie świadczy o dojrzałości i w żaden sposób nie usprawiedliwia ich kłamstw oraz kampanii szerzących strach, obserwujemy kampanię, która staje się coraz bardziej desperacka.
Koalicja Bloomberg-WHO nie jest w stanie udowodnić, że alternatywne produkty nikotynowe są choćby w przybliżeniu tak szkodliwe jak palenie. Dane ze Szwecji wykazały, że skutki strategii ograniczania szkodliwości tytoniu są znikome, a korzyści zdrowotne – znaczne. Nie są w stanie udowodnić, że coraz więcej młodych ludzi zaczyna korzystać z tych produktów. Przesadzone twierdzenia o nikotynie jako substancji uzależniającej nie odpowiadają społecznie ukształtowanej definicji problemu uzależnienia. Ich twierdzenia, że e-papierosy są „bramą” do palenia, brzmią niewiarygodnie po przeanalizowaniu danych. Wkład Michaela Bloomberga w wysokości 2 miliardów dolarów w kampanię przeciwko ograniczaniu szkodliwości przyniósł jedynie większe zamieszanie wśród konsumentów, wzrost liczby palaczy, pogorszenie stanu zdrowia publicznego oraz rozkwit czarnego rynku, gangów i nielegalnego przemytu.
Dlaczego więc Michael Bloomberg prawdopodobnie przeznaczy kolejne 2 miliardy dolarów na tę skazaną na porażkę kampanię? Nikotyna skrywa przerażającą tajemnicę, o której nikt nie mówi i której zwolennicy zapobiegawczego zakazu, tacy jak Bloomberg, nigdy nie będą chcieli zaakceptować.
Korzyści płynące z nikotyny
Wyobraź sobie cudowny lek, który dodaje ci energii, gdy jej potrzebujesz, uspokaja cię w chwilach stresu i pozwala ci się skoncentrować oraz skupić na ważnych sprawach. Tym cudownym lekiem nie jest kofeina (przykro mi), lecz nikotyna. A gdyby fanatycy z Bloomberga i WHO pozwolili ludziom zrozumieć, jak można osiągnąć te korzyści w sposób stosunkowo nieszkodliwy, zyski wielkich koncernów tytoniowych ogromnie by wzrosły (a aktywiści po prostu nie mogliby tego zaakceptować). Gdyby korzyści zdrowotne wynikające z nikotyny stały się powszechnie znane, kampania antynikotynowa wygasłaby w mgnieniu oka. Korzyści płynące z nikotyny stają się przerażającą tajemnicą, o której nie wolno mówić.
Wolę jednak opierać się na faktach i dowodach, a nie na dogmatycznej retoryce aktywistów, więc pozwólcie mi nieco zagłębić się w ten temat.
Chociaż podwyższony poziom nikotyny wiąże się z ryzykiem sercowo-naczyniowym, spożywanie nikotyny przynosi istotne korzyści farmakologiczne i poznawcze, a mianowicie:
- Nikotyna poprawia funkcje poznawcze (koncentrację uwagi, czujność, czas reakcji) w perspektywie krótkoterminowej. Dzieje się to poprzez stymulację szlaków nikotynowych oraz zwiększenie poziomu dopaminy, acetylocholiny i serotoniny. Szlaki nikotynowe odgrywają kluczową rolę w funkcjonowaniu poznawczym i pamięci roboczej. Zobacz badania tutaj, tutaj i tutaj. W ostatnim artykule, autorstwa Koukouli i Changeux, stwierdzono:„U ludzi podawanie nikotyny łagodzi zaburzenia funkcji poznawczych, takie jak deficyty uwagi, interakcji społecznych i pamięci roboczej, a tym samym wywiera pozytywny wpływ na procesy poznawcze wyższego rzędu”.
- Nikotyna może wywierać działanie neuroprotekcyjne. Te same badania sugerują, że poprawa funkcji poznawczych może ograniczyć neurodegenerację i pomóc pacjentom zmagającym się z chorobą Parkinsona, chorobą Alzheimera, lękiem, depresją i schizofrenią.
- Nikotyna madziałanie przeciwzapalne. Nikotyna aktywuje cholinergiczny szlak przeciwzapalny (poprzez receptory α7 nAChR) w komórkach odpornościowych, zmniejszając poziom cytokin prozapalnych. Trwają badania nad tym, w jaki sposób może to pomóc w przypadkach takich jak posocznica, wrzodziejące zapalenie jelita grubego i zapalenie autoimmunologiczne, a także nad rolą, jaką nikotyna może odgrywać w łagodzeniu stanów zapalnych w chorobach takich jak choroba Alzheimera i zapalenie stawów. Jako osoba cierpiąca na chorobę zwyrodnieniową stawów i odczuwająca ciągły przewlekły ból spowodowany nawrotami stanu zapalnego, informacje te są dla mnie bardzo ważne.
- Nikotyna zmniejsza apetyt i masę ciała. Badania wykazały, że nikotyna podnosi poziom glukozy we krwi i przyspiesza tempo metabolizmu, zmniejszając apetyt i zwiększając jednocześnie wydatek energetyczny. Przyrost masy ciała był zawsze uważany za zło konieczne związane z rzucaniem palenia, ale dzięki umożliwieniu palaczom rzucenia nałogu za pomocą e-papierosów lub saszetek z nikotyną nie jest to już regułą. Warto zapoznać się z badaniem analizującym fizjologiczne i molekularne mechanizmy leżące u podstaw wpływu nikotyny na zachowania związane z energią i jedzeniem.
Wiele osób twierdzi, że kofeina – silnie uzależniająca substancja występująca w kawie – zapewnia podobne krótkotrwałe korzyści poznawcze i przeciwzapalne. Jednak nikotyna jest znacznie łatwiejsza w podawaniu i skuteczniejsza jako środek farmakologiczny.
Nasuwa się zatem pytanie: dlaczego ludzie nie wiedzą o korzyściach zdrowotnych wynikających z nikotyny?
Jako 63-latek, który zaczyna mieć problemy z pamięcią i trudności z utrzymaniem koncentracji, z demencją w rodzinie, zmagający się z nadwagą oraz cierpiący na przewlekłą chorobę zwyrodnieniową stawów i ból spowodowany nawrotami stanu zapalnego, z pewnością odniosłbym korzyści z przejścia na e-papierosy. Jednak dopiero po zapoznaniu się z tą publikacją odkryłem tę ważną informację.
Po raz kolejny fanatycy zdrowia zrobili swoje, uniemożliwiając ludziom prowadzenie zdrowszego trybu życia.
Ostatnia bitwa Bloomberga
Wyobraźmy sobie Michaela Bloomberga siedzącego za imponującym biurkiem z skórzaną okładką w swoim przestronnym nowojorskim biurze, któremu przedstawia się dowody dotyczące:
- korzyści zdrowotne wynikające z nikotyny w zakresie ochrony pacjentów cierpiących na choroby przewlekłe,
- rzeczywisty poziom ryzyka związanego z produktami nikotynowymi w porównaniu z paleniem tytoniu,
- dowody podważające jego twierdzenia dotyczące skali używania e-papierosów wśród młodzieży oraz ich roli jako „bramy” do palenia tytoniu,
- skuteczność rzucania palenia oraz korzyści zdrowotne wynikające ze strategii ograniczania szkodliwości tytoniu (jak wykazano w Szwecji),
- chaos społeczny związany z czarnymi rynkami, przemocą gangów i nieuregulowanym nielegalnym przemytem w krajach stosujących prohibicję, takich jak Australia.
Osoba rozsądna poświęciłaby chwilę na zastanowienie się, czy finansowanie aktywistów, którzy decydują się walczyć z faktami (kierując się wyłącznie chęcią ataku na przemysł), jest rzeczywiście dobrym pomysłem. Osoba ostrożna poświęciłaby czas na zasięgnięcie opinii szerokiego grona ekspertów (a nie tylko tych, których finansuje poprzez swoje fundacje lub WHO).
Ale Michael Bloomberg to fanatyk. Nie potrafi pogodzić się z tym, że może się mylić, i zrobi wszystko, co w jego mocy, by wygrać. Zatrudni kolejnych naukowców o poglądach aktywistycznych, by podważyli wyniki tych badań, będzie wyolbrzymiał znikome ryzyko i wykorzysta swoje kontakty, by wywierać presję na media w kwestii tego, o czym będą informować. Wypisanie kolejnego czeku na kolejne 2 miliardy dolarów nie wpłynie znacząco na jego pozycję w rankingu najbogatszych. … Ale o wiele więcej ludzi będzie niepotrzebnie cierpieć i umierać.
Fanatycy. Naprawdę ich nienawidzę.

