Była dyrektor WHO, profesor Tiki Pang, twierdzi, że w tej organizacji pojawiła się niebezpieczna luka w podejściu do kwestii ograniczania szkodliwości tytoniu.
W tym wywiadzie wyjaśnia, dlaczego ignoruje się dowody i co byłoby potrzebne, aby wymusić reformę.
Peter Beckett: Tiki Pang, bardzo dziękujemy za udział w programie „Clearing the Air”. Proszę krótko się przedstawić i opowiedzieć nam o sobie, a potem przejdziemy do dalszej rozmowy.
Tiki Pang: Tak . Nazywam się Tiki Pang. Obecnie jestem profesorem wizytującym w jednej z wiodących instytucji akademickich w Azji. Wcześniej pełniłem funkcję dyrektora ds. polityki badawczej i współpracy w Światowej Organizacji Zdrowia w Genewie w Szwajcarii, aż do przejścia na emeryturę w 2012 roku.
Peter Beckett: Spędziłeś więc 13 lat w WHO. Kiedy po raz pierwszy odniosłeś wrażenie lub zacząłeś wierzyć, że w preferowanych przez tę organizację strategiach walki z paleniem tytoniu istnieje problem systemowy?
Tiki Pang: Cóż , dla wyjaśnienia dodam, że zainteresowałam się ograniczaniem szkodliwości tytoniu jakiś czas po tym, jak opuściłam tę organizację w 2012 roku. To było prawdopodobnie tuż przed pandemią COVID-19, kiedy ktoś zwrócił moją uwagę na to, dlaczego WHO zajmuje tak twarde i nieelastyczne stanowisko wobec ograniczania szkodliwości tytoniu, ignorując jednocześnie dowody naukowe. Zająłem się tą sprawą nie z powodu szczególnego zainteresowania paleniem, ale dlatego, że z wykształcenia jestem naukowcem. Zawsze wierzyłem, że jeśli istnieją solidne dowody naukowe mające istotny wpływ na zdrowie, rządy powinny je wdrażać dla dobra obywateli. Kiedy zobaczyłem, że WHO zajmuje niemal przeciwne stanowisko i ignoruje dowody naukowe, postanowiłem zabrać głos w sprawie tej anomalii. Jest to zdecydowanie duża luka w tym, co organizacja powinna robić, aby poprawić stan zdrowia na świecie, zwłaszcza w krajach o średnio-niższych dochodach.
Peter Beckett: Wspomniałeś więc , że jest to anomalia i że badacie jej przyczyny. Jak myślisz, co mogło być tego przyczyną?
Tiki Pang: Myślę, że jest kilka głównych powodów. Po pierwsze, o czym wielu zapomina, to właśnie WHO stworzyła FCTC. To dziecko WHO. Jak każda matka, organizacja ta będzie bronić tego stanowiska za wszelką cenę; jest dość zaborcza i nie lubi prób osłabiania ram konwencji, w tym uznania potencjału redukcji szkód. Po drugie, podczas opracowywania FCTC wielkie międzynarodowe koncerny tytoniowe aktywnie próbowały sabotować ten proces za pomocą nieetycznych praktyk. Ta spuścizna złych zachowań ma swoje odzwierciedlenie w dzisiejszej rzeczywistości: wszystko, co pochodzi od przemysłu tytoniowego, spotyka się z odmową. Koncerny tytoniowe nie są zapraszane do udziału w obradach, podobnie jak organizacje pozarządowe uważane za przychylne tym koncernom lub przez nie finansowane. Po trzecie, presja ze strony państw członkowskich. W moim kraju, Indonezji, nie ratyfikowaliśmy FCTC, a krajowy przemysł tytoniowy stanowi potężną siłę polityczną i gospodarczą. WHO stara się nie drażnić indonezyjskiego rządu, promując cokolwiek, co mogłoby zmniejszyć zyski z tytoniu. Dziesięć procent dochodów rządu Indonezji pochodzi z podatku od wyrobów tytoniowych, więc wszelkie działania mające na celu zmniejszenie rozpowszechnienia palenia są dla niego nie do przyjęcia, dlatego popiera on próby WHO zmierzające do powstrzymania działań na rzecz ograniczania szkód.
Peter Beckett: Czyli w przypadku Indonezji twierdzisz, że kraj ten aktywnie próbuje sabotować te działania, aby utrzymać dochody z samego sektora uprawy tytoniu?
Tiki Pang: Tak , właśnie te trzy czynniki. Dwóch byłych indonezyjskich ministrów zdrowia – z których jeden był moim kolegą w WHO – wyjaśniło, że podczas posiedzeń rządu, gdy naciskali na ograniczenie rozpowszechnienia palenia, minister finansów powoływał się na 10-procentową utratę dochodów, minister rolnictwa martwił się o milion plantatorów tytoniu, a minister przemysłu wskazywał na milion osób produkujących papierosy z goździkami. Chociaż rząd nie zawsze aktywnie temu przeciwdziała, te silne interesy gospodarcze i polityczne sprawiają, że palenie tytoniu utrzymuje się. Ponadto, ponieważ lobby na rzecz kontroli tytoniu jest potężne, ruch na rzecz THR napotyka silny opór, choć muszę przyznać rządowi, że stosuje dość liberalne podejście do e-papierosów. Są one łatwo dostępne, w przeciwieństwie do innych krajów w regionie, gdzie są one całkowicie zakazane.
Peter Beckett: Wygląda na to , że twierdzisz, iż Bloomberg i przemysł tytoniowy stoją niemal po tej samej stronie, jeśli chodzi o ograniczanie dostępności produktów o zmniejszonym ryzyku, choć z różnych powodów.
Tiki Pang: Tak . Ale z drugiej strony, jak wspomniano w dzisiejszej prezentacji, wpływ Bloomberga wykracza poza samą WHO. Wpływa on na organizacje pozarządowe, które zdecydowanie sprzeciwiają się strategii ograniczania szkodliwości tytoniu (THR), oraz finansuje je, a także wiele organizacji medialnych. Jest to bardzo rozległy i dobrze finansowany zestaw działań ze strony Bloomberga. Osoby, które chcą finansować promocję strategii ograniczania szkodliwości tytoniu, są całkowicie bez szans pod względem siły rażenia. Ci ludzie inwestują miliardy, a obecnie jest to bardzo nierówna walka.
Peter Beckett: To sprowadza mnie z powrotem do tematu WHO. W obliczu wycofania się Stanów Zjednoczonych i poważnych problemów finansowych tej organizacji niektórzy zastanawiają się, czy nie stwarza to szansy na rozwój strategii ograniczania szkód. Obawiam się jednak, że w rzeczywistości pozwala to Bloombergowi umocnić swoją pozycję i jeszcze bardziej pogorszyć sytuację.
Tiki Pang: Mam nieco bardziej optymistyczne spojrzenie na tę sprawę. Istnieje szansa, ponieważ w przyszłym roku WHO wybierze nowego dyrektora generalnego. Nie wiemy, kto to będzie, ale jest nadzieja, że osoba, która zastąpi dr. Tedrosa, będzie bardziej otwarta, zwłaszcza biorąc pod uwagę lukę finansową i 30-procentową redukcję personelu w siedzibie głównej. Chociaż mogłoby to stanowić szansę dla Bloomberga, niektóre nazwiska pojawiające się w kontekście tej nominacji pochodzą z krajów przychylnych strategii ograniczania szkodliwości tytoniu. Jeśli taka osoba zostanie wybrana, podejście może być bardziej inkluzywne i oparte na dowodach naukowych, a nie na obecnym ideologicznym i emocjonalnym stanowisku.
Peter Beckett: Czy sama zmiana osoby na czele naprawdę przynosi efekty? Wydaje się, że mamy tu do czynienia z problemem przejęcia instytucji. Czy WHO jest w stanie samodzielnie wprowadzić korekty, a jeśli nie, to czy rządy mogą jej ufać w innych kwestiach?
Tiki Pang: Moja odpowiedź może nie być w pełni obiektywna, ponieważ pracowałam tam przez 13 lat, ale nadal z przekonaniem wierzę w wartość tej organizacji. W tej konkretnej sprawie popełnili błąd, ale w takich obszarach jak gotowość na wypadek pandemii żadna inna organizacja nie jest w stanie skłonić państw do wspólnego działania. Zgadzam się, że zmiana kierownictwa nie jest jedyną kwestią, ale posiadanie liderów otwartych na dialog to krok naprzód. Ostatecznie tylko państwa członkowskie mogą zmienić WHO. Gdyby koalicja 20–30 krajów – takich jak Wielka Brytania, Nowa Zelandia, Japonia oraz inne państwa z Afryki i Ameryki Południowej – zażądała podjęcia działań na Światowym Zgromadzeniu Zdrowia, sytuacja uległaby zmianie. Spotkałem szefów misji, którzy próbowali wprowadzić temat THR do porządku obrad COP11, ale ich działania były zbyt rozproszone.
Peter Beckett: Skoro wcześniej nic im nie wyszło, to dlaczego miałoby im się udać teraz?
Tiki Pang: Ponieważ były one rozdrobnione. Gdyby kraj taki jak Wielka Brytania przejął zdecydowane przywództwo i utworzył koalicję, by domagać się zmian na Światowym Zgromadzeniu Zdrowia, to by się to udało. To organizacja polityczna; dyrektor generalny słucha państw członkowskich. Jeśli chodzi o zaufanie, niektórzy mówią: „spalmy ten dom”, jak ten facet w Brukseli. Ale moje pytanie brzmi: jeśli go spalicie, co postawicie w jego miejsce?
Peter Beckett: To byłem ja i – „instytucja”, o której wspomniałem, to Sekretariat FCTC, a nie cała WHO.
Tiki Pang: Rozumiem .
Peter Beckett: W internecie błędnie zacytowano moje słowa na ten temat.
Tiki Pang: Ach , rozumiem.
Peter Beckett: Internet ma w sobie coś takiego, że sprawia radość. Martwię się jednak, że jeśli publiczne oświadczenia WHO dotyczące alkoholu lub ograniczania szkód będą postrzegane jako bzdury lub skupione wyłącznie na komercyjnych czynnikach determinujących zdrowie, ludzie nie będą ich słuchać, gdy będzie to miało kluczowe znaczenie – na przykład podczas pandemii, kiedy zalecają nam pozostanie w domach. Jeśli 99% tego, co słyszymy, ma charakter negatywny lub budzi kontrowersje, nie będziemy ufać temu 1%, które ma absolutnie kluczowe znaczenie.
Tiki Pang: Cóż , cieszę się, że o tym wspomniałeś, bo wielokrotnie słyszałam krytykę tej organizacji – nie tylko od ciebie, ale także na wielu innych forach, nie tylko w kontekście ograniczania szkodliwości tytoniu. Moja odpowiedź zawsze brzmiała: myślę, że panuje wiele błędnych wyobrażeń na temat tego, co WHO może, a czego nie może zrobić. Właśnie powiedziałeś własnymi słowami, że jeśli WHO nie zareaguje do jutra, to stracę do niej zaufanie.
Peter Beckett: A konkretnie w odniesieniu do zaleceń dotyczących pozostania w domu.
Tiki Pang: Zgadza się .
Peter Beckett: Problem polega na tym , że jeśli nie zgadzam się z żadną z ich publicznych porad dotyczących stylu życia, to moje zdanie o nich ulega pogorszeniu, gdy zabierają głos w sprawie zwalczania chorób zakaźnych, co jest ich najważniejszą rolą.
Tiki Pang: Dobrze .
Peter Beckett: Chodzi o to , że biorąc pod uwagę wszystkie moje kontakty z nimi oraz wszystko, co słyszę od nich w przestrzeni publicznej, nie zgadzam się z nimi. I to nie tylko w kwestiach spornych, takich jak ograniczanie szkód czy wybory dotyczące stylu życia. Najważniejsze z tego, co robią, dotyczy jednak zwalczania chorób zakaźnych.
Tiki Pang: Tak , tak.
Peter Beckett: Ale jeśli przez większość czasu słyszę tylko o czynnikach determinujących styl życia, to jakie wrażenie wywrze na mnie rozmowa o chorobach zakaźnych?
Tiki Pang: Ale czynniki związane ze stylem życia, Peter, nie są jedynymi kluczowymi kwestiami podczas reagowania na pandemię. A jaka jest rola WHO w mobilizacji niezbędnego sprzętu ochrony osobistej, takiego jak maski i tlen, w sytuacjach kryzysowych? Mimo to uważam, że innym błędnym przekonaniem – co wyraźnie widać było podczas epidemii wirusa Ebola w Afryce Zachodniej – jest to, że WHO nie jest organizacją zajmującą się reagowaniem kryzysowym. Nie jest w stanie wysłać na cały świat 100 lekarzy, pielęgniarek i sprzętu szpitalnego w ciągu 48 godzin. Podczas epidemii wirusa Ebola najskuteczniej reagowały siły zbrojne Stanów Zjednoczonych, Francji, Niemiec i Chin. Najważniejszą rolą WHO jest ustanawianie norm, standardów i najlepszych praktyk, takich jak Międzynarodowe przepisy zdrowotne, Ramowa konwencja o ograniczeniu użycia tytoniu czy kodeksy zapobiegające nielegalnemu pozyskiwaniu pracowników służby zdrowia. Chodzi o ustalanie norm i standardów, a nie o reagowanie kryzysowe na pandemię. Jak powiedział drugi sekretarz generalny ONZ, Dag Hammarskjöld, Organizacja Narodów Zjednoczonych nie istnieje po to, by zaprowadzić nas do nieba, ale by zapobiec temu, byśmy trafili do piekła. Zgadzam się z tym. Pojawiają się ogromne krytyczne głosy pod adresem WHO i ogólnie ONZ, sugerujące, że są to jedynie fora do pustych rozmów i że są nieskuteczne.
Tiki Pang: Spójrzmy na Bliski Wschód – co zrobiła tam Rada Bezpieczeństwa? Nie wydała nawet oświadczenia. Zobaczmy, co wydarzyło się w Rwandzie w 1994 roku. Wysyła się siły pokojowe, ale nie wolno im atakować, dopóki same nie zostaną zaatakowane. Niezależnie od krytyki, jaka się na nią sypie, organizacja ta stanowi platformę, zwłaszcza dla krajów ubogich. W kwestii głosowania nad zaleceniami nadal panuje tam prawdziwa demokracja. Stany Zjednoczone mają jeden głos, a Malediwy mają jeden głos. To jedyna platforma, na której kraje ubogie mogą zabrać głos, co stanowi ważny argument przemawiający za jej istnieniem. Oczywiście główną słabością jest to, że organizacja ta ma charakter wybitnie polityczny; dyrektor generalny reaguje, gdy dzwoni minister zdrowia. Jednak jej siłą jest legitymizacja polityczna. Należy do 194 państw członkowskich. Nie ma uprawnień prawnych do nakładania sankcji, jak WTO, ale dysponuje autorytetem moralnym.
Peter Beckett: Jeśli tak rażąco nadużywa swojego autorytetu moralnego, jak ma to miejsce w tym przypadku, to podważa to znaczenie wszystkich swoich pozostałych działań.
Tiki Pang: W tym przypadku.
Peter Beckett: Tak , to podważa sens wszystkiego innego.
Tiki Pang: Tak .
Peter Beckett: Przyjrzyjmy się temu stwierdzeniu. Można raz popełnić błąd przez przypadek i skorygować kurs, albo można to robić w sposób systemowy i ciągły. Mamy tu do czynienia z tym drugim przypadkiem, a to jest niebezpieczne. Przenika to do dyskursu naukowego. Osoby zajmujące się zdrowiem publicznym boją się zabierać głos, obawiając się utraty finansowania lub pracy. Jest to zjawisko głęboko zakorzenione w kulturze. Jak dotrzeć do milczącej większości w środowisku zdrowia publicznego, która zdaje sobie sprawę, że nie powinniśmy zmuszać ludzi do wdychania palącej się trucizny, jeśli nie muszą tego robić?
Tiki Pang: Zgadzam się . Kiedy Trump wycofał się z organizacji, jako powody podał niekompetentną reakcję na pandemię, nieefektywność i korupcję. Zgadzam się, że WHO wymaga reformy. Każdy kryzys stanowi okazję do reform. Kluczowa reforma powinna dotyczyć zarządzania. WHO powstała w 1948 roku, kiedy jedynymi interesariuszami były suwerenne państwa. Od tamtej pory kwestie zdrowia na świecie stały się bardziej złożone ze względu na udział przemysłu, filantropów i społeczeństwa obywatelskiego.
Odpowiedź brzmi: nie; państwa członkowskie kurczowo trzymają się swojej władzy, traktując to jako kwestię suwerenności. Richard Horton z czasopisma „The Lancet” był główną siłą napędową prób zmiany tej sytuacji. Zgromadził przedstawicieli przemysłu, filantropów takich jak Gates oraz organizacje pozarządowe, ale nie udało im się osiągnąć porozumienia co do sposobu działania. Struktura zarządzania WHO jest monolityczna. Porównajmy to z Globalnym Funduszem na rzecz Walki z HIV, Gruźlicą i Malarią, który jest znacznie bardziej otwarty na współpracę z przemysłem i społeczeństwem obywatelskim.
Peter Beckett: Można to zrobić za pośrednictwem PCC.
Tiki Pang: Dokładnie . To właśnie jest wielkie wyzwanie związane z zarządzaniem. Nie jestem pewien, czy suwerenne państwa będą skłonne zrezygnować z tej władzy, by współpracować z przemysłem farmaceutycznym. A jednak bez nich globalna opieka zdrowotna nie byłaby na obecnym poziomie; to one odpowiadają za 45% światowych nakładów na badania i rozwój. Wystarczy spojrzeć na szczepionki podczas pandemii COVID. Niepokojąca jest ingerencja polityczna, a sytuację pogarsza fakt, że dyrektor generalny jest wybierany przez państwa członkowskie, co stwarza okazje do politycznych przysług. Swoje stanowisko w WHO uzyskałem, ubiegając się o otwarcie ogłoszoną rekrutację bez wsparcia politycznego, ale wiem, że wiele innych stanowisk jest obsadzanych w wyniku rozmów ministrów z dyrektorem generalnym. Prowadzi to do nominacji, które czasami są nieodpowiednie pod względem kompetencji merytorycznych. Nepotyzm nadal ma miejsce w wielu organizacjach ONZ.
Peter Beckett: Średnio-niski poziom dochodów.
Tiki Pang: Istnieją więc takie niepożądane zachęty. W końcu sprowadza się to do tego, że trzeba spalić dom.
Peter Beckett: Mówisz o reformie struktury, która miałaby być bardziej otwarta, ale czy FCTC nie zaprosiła już do współpracy swoich ulubionych uczestników, z których wielu jest finansowanych przez Bloomberg Philanthropies? Nie wpuszczą nikogo innego. Reformowanie systemu zarządzania WHO tak, by upodobnić go do FCTC, nie wydaje mi się dobrym pomysłem.
Tiki Pang: Zgadzam się, że to nie jest dobry pomysł. Jeśli chodzi o Konferencję Stron, zapraszane są organizacje popierające WHO, ale prawo głosu mają wyłącznie państwa członkowskie. Gdyby reforma umożliwiła organizacjom takim jak wasza nawiązanie oficjalnych stosunków z WHO, byłby to krok naprzód. Kiedy zajmowałem się wnioskami organizacji pozarządowych, jakiekolwiek powiązania z przemysłem tytoniowym lub zbrojeniowym automatycznie skutkowały odmową. Zobaczymy, jaka poważna reforma nastąpi; być może będzie ona podyktowana koniecznością ekonomiczną. Założę się, że za rok lub dwa Stany Zjednoczone ponownie przystąpią do organizacji.
Peter Beckett: Zgadzam się . Podejrzewam, że Stany Zjednoczone w końcu zrewidują swoje stanowisko.

