Skip to content Skip to footer

Sklepy z e-papierosami są „antyspołeczne” – twierdzi premier Wielkiej Brytanii. Nielegalne e-papierosy natomiast nie są.

Kiedyś powszechne pojawianie się sklepów charytatywnych uznawano za „kanarka w kopalni” dla brytyjskich ulic handlowych. Obecnie ten zaszczyt przypadł skromnym sklepom z e-papierosami. Jednak w przeciwieństwie do organizacji Oxfam i British Heart Foundation, muszą one zmierzyć się z represjami ze strony rządu.

Zaledwie kilka dni po objęciu stanowiska w siedzibie rządu przy Number 10 nowy premier Andy Burnham ogłosił, że od przyszłego roku obniży o 20% podatki od nieruchomości dla pubów i klubów, a sfinansuje to poprzez wyższe stawki dla „przedsiębiorstw antyspołecznych, takich jak sklepy z e-papierosami”, a także dzięki dość ambitnym celom w zakresie podatku VAT dla platform handlowych online.

Sformułowanie „takie jak” sprawia na mnie wrażenie, że rząd albo nie wie, albo nie chce powiedzieć, jakie inne firmy uważa za antyspołeczne – najwyraźniej w komunikacie prasowym z siedziby premiera (Number Ten) wolno atakować wyłącznie sklepy z e-papierosami. Trzeba naprawdę sporej wyobraźni matematycznej, by dojść do wniosku, że podwyżka podatku od nieruchomości dla sklepów z e-papierosami (3 573 w 2023 r., obecnie liczba ta jest prawie na pewno niższa) może sfinansować 20-procentową obniżkę podatku dla prawie 32 000 pubów, klubów i lokali z muzyką na żywo, więc muszą one gdzieś istnieć. A może rząd po prostu wymienia sklepy z e-papierosami, aby zdobyć trochę taniego rozgłosu.

Wygląda na to, że to zadziałało. W wywiadzie dla Times Radio sekretarz skarbu Emma Reynolds mimochodem określiła sklepy z e-papierosami jako „przedsiębiorstwa wyrządzające szkodę społeczną”, nie wyjaśniając jednak dlaczego, ale nie była w stanie odpowiedzieć na pytania dotyczące tego, ile pieniędzy udałoby się z nich zebrać, ani nawet ile ich jest. Czytelnicy mogą potraktować żart o liczbach „wypisanych na odwrocie paczki papierosów” jako oczywisty.

Znam Johna Dunne’a, wieloletniego szefa Brytyjskiego Stowarzyszenia Przemysłu E-papierosowego, już od dziesięciu lat i zawsze sprawiał wrażenie wesołego człowieka. Jednak dziś rano, podczas wywiadu w tym samym programie, wydawało się, że coś w nim pękło.

„Powiedzieć, że jestem zły, to za mało” – zaczął, nazywając podwyżkę stawek częścią „kolejnej serii idiotycznych pomysłów tego rządu wymierzonych w branżę, która ratuje życie”.

Zazwyczaj szefowie stowarzyszeń branżowych nie wypowiadają się w ten sposób w mediach.

„Rząd robi wszystko, co w jego mocy, by zniszczyć tę branżę” – kontynuował, mówiąc prowadzącym program, Kate McCann i Stigowi Abellowi, że wiele legalnych firm już teraz kończy działalność.

Łatwo zrozumieć, dlaczego. Sklepy z e-papierosami już od dawna przygotowywały się na ogromne obciążenie podatkowe w postaci podatku od produktów do wapowania, który wejdzie w życie jesienią. Większość legalnych sklepów z e-papierosami przygotowuje się na znaczny spadek sprzedaży – nie dlatego, że ludzie przestaną używać nikotyny, ale dlatego, że sprzedaż po prostu w ogromnej mierze przeniesie się do szarej strefy, a rząd wydaje się nie być w stanie nic z tym zrobić.

W zeszłym tygodniu zabrałem na konferencję UKVIA mojego wieloletniego przyjaciela i współpracownika – Johna Graystona, prawnika specjalizującego się w prawie celnym z EuroCentrum – a jego wniosek, jako osoby, która nigdy wcześniej nie miała styczności z tą branżą, był bezlitosny.

„Największym zagrożeniem dla tej branży nie są działania rządu, lecz jego bezczynność” – napisał na LinkedIn. „Rosnąca niezdolność lub brak możliwości egzekwowania przepisów dotyczących standardów handlowych w odniesieniu do »mini marketów« prowadzi do realnej perspektywy nadmiernie regulowanego sektora oficjalnego, podważanego przez nieuregulowany rynek kontrabandy, któremu sprzyja niekontrolowana sprzedaż detaliczna”.

Nie myli się. Dzień przed konferencją wpadłem do małego sklepiku w Londynie i poprosiłem o e-papierosa. Sprzedawca sprzedał mi coś, co wyjął spod lady – produkt ten ewidentnie nie spełniał brytyjskich przepisów dotyczących pojemności zbiornika i zawartości nikotyny, nie miał ostrzeżenia zdrowotnego na opakowaniu i smakował jak nafta.

Po wprowadzeniu podatku od produktów do wapowania ogłoszono, że rząd zamierza wprowadzić obowiązek sprzedaży wszystkich produktów do wapowania w neutralnych opakowaniach i przechowywania ich za ladą, tak jak ma to miejsce w przypadku papierosów. Jeśli jakieś sklepy z produktami do wapowania przetrwają nałożenie tego podatku, brak możliwości eksponowania swoich produktów doprowadzi je do natychmiastowego zamknięcia. Jaki sens ma prowadzenie sklepu z e-papierosami, skoro nie można pokazać przechodniom, że sprzedaje się e-papierosy?

Sklep, w którym kupiłem nielegalny vaporizer, to sklep z telefonami komórkowymi, który nie specjalizował się w vaporizerach, ale jego pracownicy doskonale wiedzieli, że to, co sprzedają, jest nielegalne. Podejrzewam, że niezależnie od tego, jakie nieprzemyślane zmiany wymyśli rząd, sklep ten nie zostanie uznany za sklep z vaporizerami i uniknie kolejnej podwyżki podatku.

Nie zrobią tego również supermarkety, które sprzedają największą część e-papierosów w Wielkiej Brytanii (nie wspominając już o papierosach – no wiecie, tych rzeczach, które zabijają): takie działanie wpłynie na ceny żywności i będzie miało skutek inflacyjny. Nie zrobią tego również salony fryzjerskie, które również zaczęły sprzedawać e-papierosy (często nielegalne) jako dodatkową działalność. Nie zrobią tego również te okropne sklepy „American Candy”, które wydają się pojawiać jak grzyby po deszczu, aby sprzedawać e-papierosy.

Pomimo tego, że sprzedają jedynie ułamek produktów dostępnych w sklepach sieciowych, specjalistyczne sklepy z e-papierosami – czyli te, które są najbardziej narażone na działania organów egzekwujących prawo i najczęściej podlegają kontrolom – odczują skutki podwyżki stawek. Ich konkurenci – czy to ogromne, notowane na giełdzie sieci supermarketów osiągające ogromne zyski, czy też małe sklepiki, które na boku sprzedają nielegalne e-papierosy – nie odczują jej. A to wszystko po tym, jak zostaną obciążone podatkiem, podczas gdy ich konkurenci z czarnego rynku będą się go unikać.

Każdy, kto przetrwa oba te ciosy, nie będzie mógł wystawiać swoich produktów, co zniweczy wszelkie nadzieje na przyciągnięcie klientów, o których mógłby marzyć.

Gdybym był właścicielem sklepu z e-papierosami, już dziś powołałbym się na siłę wyższą w umowie najmu i wyprowadziłbym się stamtąd. Być może Oxfam przejmie ten lokal, a ludzie znów zaczną narzekać na sklepy charytatywne. Nawiasem mówiąc, sklepy charytatywne są zwolnione z podatku od nieruchomości komercyjnych.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment

Zapisz się do newslettera

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać nowe posty na blogu
, porady i zdjęcia.

Fix the flaw before it’s law.

X