Skip to content Skip to footer

Jak pokolenie AIDS postrzega redukcję szkód

Urodziłem się w 1963 roku, co technicznie czyni mnie Baby Boomer, ale z pewnością nie doświadczyłem sceny na Woodstock. Odniosłem się do osób urodzonych we wczesnych latach 60-tych w ramach podzbioru pokoleniowego znanego jako „Pokolenie AIDS„. Dojrzewałem seksualnie we wczesnych latach 80-tych, kiedy kryzys AIDS odwołał imprezę. Kryzys ten wywarł głęboki wpływ na osoby urodzone we wczesnych i środkowych latach 60-tych, ich sposób postrzegania ryzyka i myślenia o kwestiach zdrowia publicznego. Środki redukcji szkód były wówczas kwestią życia lub śmierci.

Redukcja szkód 101: Kryzys AIDS

We wczesnych latach 80-tych, gdy doniesienia o tej nowej chorobie przenoszonej drogą płciową rosły, więcej było strachu niż informacji na temat tego zespołu. Jak zawsze, w próżni mnożą się uprzedzenia i interesy polityczne. Ówcześni fanatycy AIDS, głównie konserwatywni homofobi, narzucili rozwiązanie polegające na powstrzymywaniu się od współżycia: Jedynym sposobem na zapewnienie sobie bezpieczeństwa jest powstrzymanie się od stosunków seksualnych. Wkrótce ten nakaz ostrożności został zastosowany nie tylko do seksu, ale także do śliny i dotykania innych. Pamiętam szok w 1987 roku, sześć lat po wybuchu kryzysu, kiedy księżna Diana uścisnęła dłoń choremu na AIDS. Bigoteria, ignorancja i uprzedzenia szerzyły się, a media wcielały się w narrację strachu poprzez stały strumień diagnoz celebrytów, nekrologów i postulatów ekspertów telewizyjnych.

O ile purytanie polityki zdrowotnej prowadzili restrykcyjną politykę ostrożności, zdając się niemal świętować kryzys jako boską interwencję w to, co postrzegali jako dewiację seksualną, nie można było oczekiwać, że ludzie powstrzymają się od przypadkowych zachowań seksualnych, zażywania narkotyków lub intymnych interakcji międzyludzkich. Wprowadzono środki redukcji szkód: Testy na AIDS, prezerwatywy, ograniczenie liczby partnerów…

Bez lekarstwa lub szczepionki (do dziś), AIDS stał się największym globalnym studium przypadku redukcji szkód w zdrowiu publicznym. Nie chodziło o zapewnienie bezpieczeństwa populacji (nie ma czegoś takiego jak „bezpieczeństwo”, nawet teraz, gdy przypadki AIDS wciąż się rozprzestrzeniają), ale raczej o stworzenie warunków, w których ludzie mogliby być bezpieczniejsi w swoich działaniach społecznych. Ci sami ludzie, którzy podjęli środki redukcji szkód, aby przeżyć kryzys AIDS, nie mieli problemu ze zrozumieniem, w jaki sposób vaping lub woreczki nikotynowe mogą zmniejszyć szkody wynikające z palenia.

Pokolenie AIDS i zwolennicy redukcji szkód tytoniowych rozumieją różnicę między bezpiecznym a bezpieczniejszym.

Bezpieczniej i pewniej

Wydaje się, że istnieją dwie soczewki, przez które postrzegana jest polityka zdrowia publicznego: ci, którzy domagają się w 100% bezpiecznej polityki zdrowotnej i ci, którzy pracują nad zwiększeniem bezpieczeństwa zdrowia publicznego. Na arenie regulacyjnej można to przełożyć na zwolenników zarządzania niepewnością (ostrożności) i zarządzania ryzykiem.

  • Zasada ostrożności stanowi, że substancja lub proces może zostać dopuszczony do obrotu tylko wtedy, gdy można z całą pewnością udowodnić, że jest bezpieczny. Jeśli ciężar dowodu nie zostanie osiągnięty, należy zastosować zasadę ostrożności. Zasada ostrożności opiera się na podejściu opartym na zagrożeniach: jeśli jakaś substancja, praktyka lub produkt są uważane za niebezpieczne, uznaje się je za niebezpieczne, bez względu na to, jak niskie są poziomy narażenia. Zasada ostrożności leży u podstaw dyrektyw UE, od REACH po dyrektywę w sprawie zrównoważonego stosowania pestycydów. Jest to oczywiście narzędzie polityczne, ponieważ żaden naukowiec nigdy nie użyłby absolutystycznych terminów, takich jak „bezpieczny” lub „pewny” w badaniach lub poradach regulacyjnych.
  • Naukowcy, podobnie jak większość ludzi, używają narzędzi do zarządzania ryzykiem, które opierają się na zupełnie innym podejściu („opartym na ryzyku”). Ryzyko równa się zagrożeniu razy narażenie. Substancja chemiczna może stanowić zagrożenie, ale jeśli poziom ekspozycji jest bardzo niski, to ryzyko również. Zarządzanie ryzykiem to praktyka zmniejszania naszego narażenia na zagrożenia do możliwie najniższego poziomu. Tutaj menedżerowie ryzyka pracują nad ciągłym, rozsądnym procesem zwiększania bezpieczeństwa ekspozycji.

Zmniejszenie narażenia jest równoznaczne z redukcją szkód i oba te elementy są ważnymi narzędziami w zarządzaniu ryzykiem.

Nic nie jest w 100% bezpieczne i gdyby UE konsekwentnie stosowała zasadę ostrożności, wszystkie produkty zostałyby wycofane z rynku. Ostrożność jest wyciągana z zestawu narzędzi politycznych tylko wtedy, gdy podoba się regulatorowi i gdy istnieją alternatywy (w przypadku pestycydów, chemikaliów, tworzyw sztucznych, dodatków do żywności, a teraz, jak się wydaje, w przypadku nikotyny).

Alternatywy nikotynowe są o 95% bezpieczniejsze

W jaki sposób to rozróżnienie na „bezpieczne” i „bezpieczniejsze” odnosi się do obecnej debaty na temat redukcji szkód wyrządzanych przez tytoń? Dym tytoniowy jest znanym zagrożeniem, a narażenie na jego działanie stanowi istotne ryzyko. Zdrowy rozsądek podpowiada, że najlepszym sposobem na zmniejszenie narażenia na to zagrożenie jest rzucenie palenia, czego wielu palaczy bezskutecznie próbowało. Drugim najlepszym sposobem radzenia sobie z zagrożeniami dla zdrowia wynikającymi z palenia jest zmniejszenie narażenia na szkodliwe działanie poprzez alternatywne produkty nikotynowe, takie jak e-papierosy lub woreczki nikotynowe. Strategie te zostały określone jako o 95% bezpieczniejsze niż ekspozycja na palne papierosy (patrz rysunek poniżej).

Źródło

Zamiast tego zeloci kontroli tytoniu, podobnie jak purytanie powstrzymujący się od AIDS, odrzucili argument 95% bezpieczeństwa jako „wciąż ryzyko”, usprawiedliwiając swoją oczywistą nielogiczność, grając kartami „dzieci” i „po prostu nie wiemy, czy to bezpieczne”, aby wymusić swoją prohibicyjną strategię. Potwierdza to hipotezę Zaruka: Jeśli zapłacisz aktywistom wystarczająco dużo, spróbują uzasadnić najbardziej absurdalne twierdzenia.

Strategia zerowego ryzyka i ostrożności wymagająca 100% bezpieczeństwa może mieć poważne konsekwencje. Podczas pandemii COVID większość krajów europejskich szybko uciekła się do zapobiegawczych blokad, trzymając ludność w domach, dopóki nie będzie to bezpieczne, bez względu na konsekwencje ich niepowodzenia w stosowaniu innych narzędzi zarządzania ryzykiem. Co według unijnych organów regulacyjnych stanie się z ogólnym zdrowiem palaczy poprzez opodatkowanie lub zakazanie alternatywnych produktów redukcji szkód nikotynowych, o których wiadomo, że są znacznie bezpieczniejsze niż palenie?

Strategia ta jest przeciwieństwem zarządzania ryzykiem, ponieważ więcej palaczy, zdezorientowanych ignorancją i dezinformacją rozpowszechnianą przez kampanie antynikotynowe, nadal pali, narażając się na znacznie większe zagrożenia. Aby usprawiedliwić tę straszną konsekwencję, finansowani głównie przez Bloomberga aktywiści prowadzący kampanie MPOWER i FCTC w WHO twierdzą, że sama koncepcja redukcji szkód była podstępem wymyślonym przez przemysł tytoniowy, aby nadal uzależniać konsumentów od swoich produktów. (Patrz uwaga powyżej na temat hipotezy Zaruka).

Redukcja szkód: Koncepcja stworzona przez Big Tobacco?

Osoby otrzymujące sowite pensje od Michaela Bloomberga (Big Bloomberg) próbowały określić termin „redukcja szkód tytoniowych” jako koncepcję stworzoną przez Big Tobacco. Termin „redukcja szkód” jest szeroko stosowany w dziedzinie zdrowia publicznego i bezpieczeństwa, od wymiany igieł i ośrodków metadonowych dla osób zażywających narkotyki, przez pasy bezpieczeństwa, po filtry przeciwsłoneczne. Ci działacze na rzecz kontroli tytoniu muszą być znacznie młodsi ode mnie i nie mieć pojęcia, jak kryzys AIDS wpłynął na zachodnie społeczeństwa. Jako osoba, która przeżyła pokolenie AIDS, to absolutnie niedorzeczne słyszeć, jak takie osoby twierdzą, że termin „redukcja szkód” jest jedynie korporacyjnym sloganem.

Zwolennicy kontroli tytoniu dążący do zakazania alternatywnych produktów nikotynowych mają wiele wspólnego z homofobicznymi purytanami abstynencji wypowiadającymi się podczas kryzysu AIDS we wczesnych latach 80-tych. Nalegają na jakiś mityczny świat, który jest w 100% bezpieczny (i odrzucają „bezpieczniejszy” jako strategiczną ingerencję). Podejrzewam, że podobnie jak purytanie abstynencji AIDS sprzed 45 lat, antynikotynowi prohibicjoniści są urażeni myślą o ludziach czerpiących przyjemność bez konsekwencji (stąd ich mściwe apele o zakazy dotyczące smaku i opakowań).

Osoby, które przeżyły pokolenie AIDS, patrzą z góry na antynikotynowych zelotów zdrowotnych w taki sam sposób, jak inni aktywiści państwa niani o zerowym ryzyku, poszukujący idealnego, w 100% bezpiecznego świata (bez alkoholu, słodkich napojów, przetworzonej żywności i liberalnych postaw seksualnych). Są rozbawieni, gdy ci wysoko opłacani aktywiści Bloomberga, egzekwujący zakazy przyjemności, jednocześnie wspierając ich degrowth, anty-przemysłowe polowania na czarownice, sfabrykowali historię zwolenników wapowania opłacanych przez Big Tobacco.

Z 2 miliardami dolarów do wydania na tę jedną kampanię, Big Bloomberg ma więcej pieniędzy, ale znacznie mniej zdrowego rozsądku.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment

Zapisz się do newslettera

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać nowe posty na blogu
, porady i zdjęcia.

Fix the flaw before it’s law.

X