Skip to content Skip to footer

Zwolennicy walki z paleniem: „pożyteczni idioci” wielkich koncernów tytoniowych

Źródło Madonna przez całą swoją karierę śledziła to, czym interesuje młodzież.

Celem każdej korporacji jest przede wszystkim przetrwanie, a dopiero potem rozwój. Dziesięć lat temu koncerny tytoniowe musiały przestawić się na produkty niepodlegające spalaniu, aby przetrwać, ponieważ alternatywne produkty nikotynowe zagrażały ich rynkom. Jednak nadal sprzedawały swoje papierosy. Obecnie zwolennicy walki z paleniem oraz wielu niedoinformowanych liderów w dziedzinie zdrowia wprowadzają opinię publiczną w błąd co do względnego bezpieczeństwa produktów ograniczających szkodliwość tytoniu, takich jak e-papierosy i saszetki nikotynowe. Wraz z WHO opowiadają się oni za zakazem tych nowych produktów nikotynowych lub za ich wysokim opodatkowaniem i restrykcjami. Swoje kampanie skierowali oni w stronę innej kwestii niż walka z paleniem. W niedawnym artykule opublikowanym w „Financial Times” zauważono, że „cigfluencers” zyskują na popularności, a palenie znów staje się modne. Ta porażka wynika w dużej mierze z działań aktywistów na rzecz ograniczenia palenia. Przemysł tytoniowy nie ma nic przeciwko powrotowi do status quo.

Wyobraźmy sobie branżę walczącą o przetrwanie w obliczu niekończących się ataków sądowych, która – będąc już na skraju upadku – nagle otrzymała szansę na ratunek. Za niewielką cenę rządy otoczyły swoje rynki fosami, zapewniając, że żaden nowy gracz nie będzie mógł na nie wejść i zwiększyć konkurencji. Taka właśnie sytuacja miała miejsce w przypadku przemysłu tytoniowego w Stanach Zjednoczonych po zawarciu w 1998 roku Porozumienia ramowego w sprawie tytoniu (Tobacco Master Settlement Agreement). W obliczu zagłady ze strony żarłocznej branży procesowej porozumienie to faktycznie chroniło tę branżę. Nie chodziło tu wyłącznie o dobroczynność – utrata znacznych dochodów podatkowych nie leżała w interesie żadnego rządu. Firmy tytoniowe nie miały powodu, by zmieniać swoje strategie, równoważąc stopniowy spadek sprzedaży wyrobów tytoniowych w krajach zachodnich rosnącymi możliwościami na rynkach wschodzących.

Kiedy jednak niepalne produkty nikotynowe, takie jak e-papierosy, snus i saszetki nikotynowe, zaczęły zyskiwać na popularności, kraje takie jak Szwecja szybko zmierzały w kierunku statusu „wolnego od dymu”, wyznaczając standardy, za którymi podążały inne państwa. Ponieważ strategie ograniczania szkodliwości tytoniu skutecznie pomagały palaczom w rzuceniu nałogu, zaczęło to zagrażać długoterminowej stabilności rynku papierosów. Nagle koncerny tytoniowe, które niegdyś czuły się bezpiecznie na chronionym rynku, musiały zdywersyfikować swoją działalność i wprowadzać innowacje, aby przetrwać.

Wielkie koncerny tytoniowe wkroczyły na rynki e-papierosów, snusu i saszetek nikotynowych nie dlatego, że tego chciały, ale dlatego, że musiały. W latach 2010. produkty tytoniowe traciły udział w rynku w krajach zachodnich w coraz szybszym tempie w miarę pojawiania się nowych produktów nikotynowych, takich jak e-papierosy, a znaczna liczba palaczy była w stanie rzucić palenie dzięki e-papierosom. W obliczu kolejnego kryzysu sytuacja ta stanowiła zarówno zagrożenie, jak i szansę dla przemysłu tytoniowego.

W miarę jak wielkie koncerny tytoniowe przejmowały mniejsze firmy produkujące alternatywne produkty nikotynowe, wprowadzały one innowacje i inwestowały w profesjonalne kampanie marketingowe, aby wykorzystać nowe możliwości – przechodząc od walki o przetrwanie z powrotem do okresu rozkwitu. Jednak gdy ich produkty zyskały popularność, działacze na rzecz ograniczenia palenia (którzy przez 50 lat próbowali wyeliminować wielkie koncerny tytoniowe) zwrócili na to uwagę i postanowili wkroczyć do akcji. Nie można było pozwolić, by po raz kolejny zaczęły się dobrze rozwijać.

Ograniczanie używania tytoniu i nikotyny: porażka warta 2 miliardy dolarów

Prohibicja nie działa. Nie udało jej się ograniczyć spożycia alkoholu w Ameryce w latach 20. i 30. XX wieku (a doprowadziła do wzrostu liczby przestępstw z użyciem przemocy). Nie spotkała się z akceptacją, gdy Michael Bloomberg, pełniący wówczas funkcję burmistrza Nowego Jorku, próbował wprowadzić zakaz sprzedaży niektórych słodkich napojów. Mimo to Bloomberg nadal uważa, że może wydać dwa miliardy dolarów na walkę z paleniem, zlecając swojej flocie organizacji pozarządowych próbę narzucenia zakazów lub restrykcyjnych regulacji dotyczących wyrobów tytoniowych i nikotynowych. Ponieważ te same firmy, które sprzedawały wyroby tytoniowe, sprzedawały również e-papierosy i saszetki z nikotyną, produkty te (o bardzo różnym poziomie zagrożenia dla zdrowia ludzkiego) były traktowane identycznie.

Jako główny podmiot finansujący i wdrażający strategię MPOWER Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Michael Bloomberg przejął kontrolę nad tą agendą ONZ ds. zdrowia, nie pozostawiając jej innego wyboru, jak tylko poprzeć opartą na zasadzie ostrożności strategię zakazową miliardera, skierowaną przeciwko strategiom ograniczania szkodliwości tytoniu. Jedną rzeczą jest uparte trwanie w błędzie dotyczącym zakazu (który kosztował ludzkie życie), ale znacznie gorsze jest mylenie się co do skuteczności strategii ograniczania szkodliwości opartych na alternatywnych produktach nikotynowych, takich jak e-papierosy czy saszetki nikotynowe (co kosztowało o wiele więcej ludzkich istnień).

W ciągu ostatniej dekady lobby na rzecz ograniczenia palenia tytoniu, finansowane przez firmę Bloomberg kwotą 2 miliardów dolarów, dopuściło się wielu błędów i podjęło szereg decyzji o tragicznych skutkach, a mianowicie:

  • Finansowanie badań skupiających się na zagrożeniach dla zdrowia związanych z używaniem e-papierosów. Aby odrzucić e-papierosy jako strategię rzucania palenia, naukowcy musieliby wykazać istnienie poważnych zagrożeń związanych z ich używaniem. Badania te nie porównywałyby jednak niewielkiego ryzyka związanego z używaniem e-papierosów w stosunku do palenia (nawet Komisja Europejska poprosiła swoją grupę ds. oceny ryzyka SCHEER, aby skupiła się wyłącznie na ryzyku związanym z vapowaniem w porównaniu z niepaleniem). Nikotyna nie jest substancją rakotwórczą, a ryzyko związane z vapowaniem jest wykładniczo niższe niż w przypadku palenia, jednak w miarę jak media nagłaśniają te finansowane przez Bloomberga, desperackie badania dotyczące vapowania, konsumenci są zdezorientowani i decydują się nadal palić.
  • Promowanie zakazów lub ograniczeń dotyczących niepalnych produktów nikotynowych, zakazów stosowania aromatów oraz podwyżek podatków. Wszystkie te działania skłoniły konsumentów do powrotu do znacznie bardziej szkodliwychwyrobów tytoniowych. Lukę tę z łatwością wypełniły czarne rynki, na których sprzedaje się nieuregulowany kontrabanda. W niektórych krajach, takich jak Australia, restrykcyjna polityka doprowadziła do przemocy gangów, wojen o terytoria i utraty dochodów podatkowych, ponieważ nawet 80% produktów nikotynowych jest sprzedawanych na czarnym rynku. Niedawne badania pokazują, że prawie połowa europejskich produktów do wapowania jest kupowana nielegalnie (jednak unijne organy regulacyjne planują pójść w ślady swoich australijskich kolegów zajmujących się kontrolą tytoniu).
  • Skupiamy się na powstrzymaniu używania e-papierosów przez młodzież. Chociaż pod koniec pierwszej dekady XXI wieku odnotowano wzrost popularności e-papierosów wśród młodzieży, środki zarządzania ryzykiem, zwłaszcza w szkołach, doprowadziły do znacznego spadku liczby młodych ludzi korzystających z alternatywnych produktów nikotynowych, przy czym w ciągu ostatnich pięciu lat odnotowano imponujące spadki. Jednak strategia kampanii aktywistów „Protect the Children” ponownie skierowała młodzież w stronę palenia papierosów. Zakaz stosowania produktów do wapowania lub aromatów sprawił jedynie, że tytoń stał się dla młodych ludzi łatwiejszą alternatywą.
  • Odrzucanie strategii ograniczania szkód jako strategii marketingowej wielkich koncernów tytoniowych. Ograniczanie szkód jest ważnym narzędziem zarządzania ryzykiem dla zdrowia ludzkiego. Od pasów bezpieczeństwa, przez metadon, po kaski rowerowe – środki ograniczające szkody mają kluczowe znaczenie dla strategii profilaktyki zdrowotnej. Fakt, że koalicja WHO i Bloomberga próbowała umniejszyć znaczenie strategii ograniczania szkód związanych z paleniem tytoniu, takich jak rzucanie palenia poprzez przejście na e-papierosy lub saszetki z nikotyną, stanowi nieodpowiedzialne zaniedbanie obowiązku promowania globalnego zdrowia publicznego. Jeśli konsumenci uznają, że używanie e-papierosów tak naprawdę nie zmniejszy szkód (a może nawet je zwiększy), będą nadal palić.

Uniemożliwianie palaczom rzucenia palenia stanowi jedną z porażek polityki zdrowotnej. Być może jednak największym błędem związanym z obsesyjnymi atakami Bloomberga na strategie ograniczania szkodliwości tytoniu było ograniczenie wydatków z budżetu kampanii na walkę z prawdziwym zagrożeniem dla zdrowia ludzkiego: tytoniem. Spowodowało to, że palenie znów stało się modne, co skłoniło nowe pokolenie palaczy do sięgnięcia po papierosy.

Renormalizacja przemysłu tytoniowego

Przez kilka dziesięcioleci działaczom na rzecz zdrowia udało się zniechęcić społeczeństwo do tytoniu i palenia. Jednak gdy ruch na rzecz ograniczenia palenia, idąc za przykładem Michaela Bloomberga, skoncentrował swoje kampanie na nowych produktach nikotynowych, najwyraźniej zaniedbał ważną kwestię: palenie.

Ryzyka nigdy nie rozpatruje się w oderwaniu od kontekstu, jednak konsumenci często błędnie oceniają poziom względnego ryzyka i potencjalnych szkód. Dlatego też, widząc informacje o zagrożeniach związanych z vapowaniem, wielu młodych ludzi uznało, że palenie papierosów stanowi mniejsze zagrożenie. Papierosy znów stały się modne, a gwiazdy nie ryzykowały już utraty reputacji, pozując publicznie z papierosem w dłoni. Był to temat artykułu opublikowanego na początku tego miesiąca w „Financial Times”, poświęconego niedawnemu wzrostowi popularności tzw.„cigfluencerów”.

Tytuł artykułu mówi sam za siebie: „Palenie znów wchodzi w modę. Dlaczego?”. Po okresie niemal całkowitego zaniku tej praktyki w świecie sztuki, widok celebrytów palących w filmach, telewizji, podczas wydarzeń i w miejscach publicznych nie jest już tematem tabu. Autor, Jude Jones, zauważa, że w świecie obsesji na punkcie zdrowego stylu życia palenie stało się niewielkim aktem buntu w ramach „kultury drobnych przyjemności”. Liczba zdjęć w Financial Times przedstawiających gwiazdy i influencerów pozujących z papierosami była naprawdę zaskakująca i skutecznie skłania do zadania pytania: jak do tego doszło?

W świecie zarządzania ryzykiem zdrowotnym ludzie potrzebują jasnych i spójnych komunikatów. Przez dziesięciolecia społeczeństwu wmawiano, że palenie tytoniu jest najgorszą rzeczą, jaką mogą sobie wyrządzić. Teraz słyszą, że e-papierosy lub saszetki z nikotyną są równie szkodliwe, a może nawet gorsze od palenia (a tytoń istnieje przecież od dawna). Inni dostrzegają sprzeczne twierdzenia aktywistów zdrowotnych i tracą zaufanie do ich przekazów. Tak więc nie tylko ich mylące komunikaty na temat ograniczania szkodliwości tytoniu sprawiły, że ludzie nadal palą, ale także brak jasnego przekazu na temat zagrożeń sprawił, że tytoń stał się dostępny dla nowego pokolenia.

To porażka Michaela Bloomberga warta 2 miliardy dolarów i choć osobiście nie współczuję mu, zdaję sobie sprawę z ogromnej ilości pracy, jaką jego upadek pozostawił do naprawienia specjalistom ds. komunikacji ryzyka. Zajmie to kolejne pokolenie.

To ironiczne, że w 2014 roku, kiedy e-papierosy pojawiały się na rynku jako realna strategia rzucania palenia, Ramowa konwencja Światowej Organizacji Zdrowia o ograniczeniu użycia tytoniu została zmuszona do odrzucenia ich przede wszystkim z tego powodu, że poparcie dla e-papierosów zniweczyłoby dziesięciolecia sukcesów w denormalizacji palenia. Po dziesięciu latach demonizowania strategii ograniczania szkodliwości tytoniu WHO ponosi obecnie odpowiedzialność za ponowną normalizację przemysłu tytoniowego.

Wiadomość od wielkich koncernów tytoniowych

Poproszono mnie o przekazanie wiadomości od przedstawicieli branży tytoniowej do dyrektorów programu zwalczania palenia tytoniu w WHO oraz do ministrów zdrowia w państwach członkowskich WHO, którzy bezkrytycznie wdrożyli dyktaty ONZ (zwłaszcza do europejskiego komisarza ds. zdrowia, Olivéra Várhelyiego), a także do Michaela Bloomberga i wszystkich działaczy antynikotynowych, którzy są z nim powiązani i przez niego finansowani.

Brzmi to następująco:

„W związku z Państwa niestrudzoną działalnością mającą na celu wprowadzenie opinii publicznej w błąd co do bezpieczeństwa produktów służących ograniczeniu szkodliwości tytoniu, Państwa obsesją na punkcie prowadzenia kampanii przeciwko niepalnym produktom nikotynowym, przy jednoczesnym pozornym zaniedbaniu kampanii mającej na celu piętnowanie palenia, a także biorąc pod uwagę wasze wysiłki zmierzające do wprowadzenia zakazu lub znacznego ograniczenia stosowania saszetek nikotynowych i e-papierosów, wycofania aromatów lub nałożenia na te produkty wysokich podatków w porównaniu z wyrobami tytoniowymi, chcielibyśmy wyrazić nasze głębokie uznanie, mówiąc:

DZIĘKUJĘ!!!

„Wasze nieustanne kampanie i bezkompromisowy ekstremizm nie tylko pozwoliły naszej branży tytoniowej przetrwać, ale wasze całkowite odrzucenie strategii ograniczania szkodliwości tytoniu przyczyniło się do promowania palenia, umożliwiając naszej branży dalsze wprowadzanie papierosów na rynek i prosperowanie (jeszcze przez długi czas)”.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment

Zapisz się do newslettera

Zapisz się do naszego newslettera, aby otrzymywać nowe posty na blogu
, porady i zdjęcia.

Fix the flaw before it’s law.

X